Początkowe spadki na warszawskiej giełdzie nie powinny jednak być duże. Przed wyprzedażą akcji będą powstrzymywać przede wszystkim pozytywne sygnały jakie na rynek płyną z parkietów azjatyckich. Zdecydowane zignorowanie przez nie wyprzedaży na Wall Street sprawia, że ta postawa może stać się normą również dla europejskich rynków akcji.
Tymczasem brak silnych spadków na giełdach we Frankfurcie, Londynie i Paryżu wystarczy, żeby nie tylko indeksy na GPW mocno nie spadały, ale może też być źródłem wzrostów, sprowokowanych oczekiwaniem na odbicie w USA oraz przyjęciem przez rynek założenia, że Warszawa straciła korelację z Nowym Jorkiem.
Indeks WIG20 przed spadkami w dniu dzisiejszym chronić przede wszystkim może KGHM. W sytuacji kiedy fatalne nastroje w USA nie przekładają się na rynki globalne, spółka ta powinna od początku dnia rosnąć, w ślad za drożejącą na świecie miedzią. W analogiczny sposób, chociaż w mniejszym zakresie, pomagać również mogą spółki paliwowe.
Pewną niewiadomą stanowi dziś segment małych i średnich spółek. Zachowanie indeksów mWIG40 i sWIG80 w ostatnich dniach może sugerować, że stroną podażową są obecnie fundusze inwestycyjne, zmuszone do wyprzedaż popularnych MiŚ-ków, przez inwestorów umarzających jednostki. To może być bardzo głębokie źródło podaży, na które ewentualna poprawa nastrojów na świecie, może nie mieć wpływu. Jeżeli jednak fundusze nie będą mocno sprzedawać, to mWIG40 i sWIG80 staną dziś przed szansą na ruch do góry.
Jakkolwiek wiele wskazuje na to, że pomimo przeceny w USA, polska giełda wybroni się przed spadkami (to przede wszystkim zależy od zachodnioeuropejskich parkietów), to nie należny ignorować tego co stało się wczoraj na Wall Street. Trudno bowiem założyć, że w dłuższej perspektywie czasu będzie utrzymywać się ujemna korelacja pomiędzy giełdami w USA a resztą świata.
Wtorkowa wyprzedaż na Wall Street straszy przede wszystkim z uwagi na jej konsekwencje techniczne. Indeks S&P500 spadając wczoraj do 1390,19 pkt., nie tylko zamknął się najniżej od 16 marca 2007 roku, ale również przełamał psychologiczną barierę 1400 pkt., wybił się poniżej dołków z sierpnia (1406,7 pkt.) i listopada (1407,22 pkt.), przełamał linię poprowadzoną po dołkach z marca (1374,12) i listopada oraz utworzył na wykresie dziennym, zapowiadającą spadki, formację podwójnego szczytu. W listopadzie natomiast indeks ten przełamał kilkuletnią linię hossy, co zbiegło się w czasie wygenerowaniem silnych sygnałów sprzedaży na podstawowych wskaźnikach.
Indeks DJIA natomiast spadając we wtorek do 12589,07 pkt., wybił się wczoraj poniżej silnej średnioterminowej bariery popytowej, jaką m.in. tworzyła na wykresie dziennym 5-letnia linia hossy i listopadowy dołek (12743,44 pkt.). Jednocześnie wczorajszy spadek DJIA zakończył budowę, zapowiadającej spadki, 7-miesięcznej formacji głowy z ramionami.
Ta tragiczna sytuacja techniczna amerykańskich indeksów, która w najbliższych tygodniach może zaowocować gwałtowną wyprzedażą, idzie w parze z nienajlepszymi sygnałami fundamentalnymi. Kryzys na amerykańskim rynku nieruchomości, którego pochodną jest kryzys kredytowy, stał się już stałym elementem tego rynku. W ostatnich tygodniach uwaga inwestorów kierowała się na innych „ogniskach zapalnych” w gospodarce. Mianowicie na mocno przyśpieszającej inflacji, recesji w sektorze produkcyjnym oraz ujawnionym w ostatni piątek, wyraźnym pogorszeniu na amerykańskim rynku pracy. To poważnie zbliża gospodarkę USA w kierunku recesji.
Rynkom akcji, w tym przede wszystkim amerykańskiemu, który w głównej mierze kreuje trendy na świecie, brakuje również czynników mogących dawać nadzieje na wzrosty. Oczekiwania na kolejne cięcia stóp procentowych przez Fed powoli się dewaluują jako element popytowy, więc zarówno czwartkowe wystąpienie Bena Bernanke, jak również oczekiwanie na styczniową obniżkę stóp w USA, nie budzą już tak dużych emocji, jak jeszcze 2-3 miesiące temu.
Wczorajsze spadki za oceanem stanowią spełnienie warunku koniecznego do wygenerowania nowej fali wyprzedaży w Warszawie. Ma ona duże szanse pojawić się w przypadku przełamania szerokiej strefy wsparcia 3330-3480 pkt. przez indeks WIG20 oraz strefy 54000-55500 pkt. (nastąpiło to już w poniedziałek).
Jeżeli do takiego wybicia dojdzie, to ewentualna nowa fala wyprzedaży na GPW, może mieć bardzo dynamiczny, miejscami nawet paniczny, charakter. Dla indeksu dużych spółek pierwszym docelowym poziomem spadków są okolice 2860 pkt. WIG może spaść do 48000-49000 tys. W przypadku indeksów mWIG40 i sWIG80, potencjalny cel kolejnej fali wyprzedaży, wyznaczają 5-letnie linie hossy na wykresach dziennych. Obecnie tworzą one wsparcia odpowiednio na poziomach 3300 pkt. (mWIG40) i 13000 pkt. (sWIG80).