... że zniszczenia w tym kraju po trzęsieniu ziemi i tsunami z 11 marca, zarzutują najpewniej negatywnie na wynikach światowej gospodarki. Oliwy do ognia dolewały: nadal bardzo napięta sytuacja w krajach arabskich (głównie Libia i Bahrajn) oraz kwestie europejskiego kryzysu zadłużenia. W tym drugim przypadku duże znaczenie miała środowa informacja agencji ratingowej Moody’s Investors Service o obniżeniu o dwa stopnie (do poziomu A3 z A1 - to tylko cztery stopnie powyżej poziomu śmieciowego) ratingu Portugalii oraz o tym, że perspektywa ratingu dla tego kraju jest negatywna.
Dla parkietów najgorsza była pierwsza połowa tygodnia. W drugiej jego części nastroje na nich uległy poprawie. W nocy z czwartku na piątek czasu polskiego ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych grupy G7 telefonicznie porozumieli się co do tego, że podejmą interwencję na rynku jena, w celu przeciwdziałania nadmiernemu wzmocnieniu japońskiej waluty. Dotychczasowe próby okiełznania aprecjacji krajowej waluty przez Bank Japonii wsparły Bank Kanady, Europejski Bank Centralny, amerykański Fed oraz Bank Anglii – każdy z nich w momencie otwarcia krajowego rynku. To było pierwsze tego typu wspólne działanie grupy G7 na rynku walutowym od września 2000 r. Dodatkowo, także w piątek, amerykański Fed wypowiedział się nt. wyników drugiej rundy testów wytrzymałości 19 największych amerykańskich banków, wskazując na to, że część z tych instytucji może wznowić wypłacanie dywidendy, wykupywać akcje własne lub zwracać pieniądze pożyczone od państwa. Z kolei w czwartek negatywny wydźwięk decyzji Moody’s w sprawie ratingu Portugalii, zmniejszył nieco optymizm związany z w miarę udaną aukcją obligacji hiszpańskich.
W dniach 11-18 marca ogólnoświatowy indeks MSCI AC World spadł o 1,96%, co nastąpiło przy 2,12% zniżce na parkietach w krajach rozwiniętych i 0,89% przecenie na tych w gospodarkach wschodzących. Najgorzej zachował się oczywiście rynek tokijski. Jego główny indeks obsunął się aż o 10,22%, a co za tym idzie cały region Azji i Pacyfiku został przeceniony o 4,44%, najmocniej od najcięższych momentów europejskiego kryzysu zadłużenia w maju ubiegłego roku. Znacznie deprecjonowały także parkiety na Starym Kontynencie. Paneuropejski indeks STOXX Europe 600 spadł o 2,83%, najsilniej od lipca ubiegłego roku. W dół o 1,92% poszedł także amerykański indeks S&P500. Na tym słabym tle dobrze zaprezentowała się giełda w Warszawie. Główne wskaźniki GPW, czyli WIG i WIG20 zwyżkowały odpowiednio o: 0,67% i 1,11% (ten drugi do poziomu 2779,69 pkt).
W ostatnim tygodniu na rynkach walutowych uwaga inwestorów skupiona była na japońskim jenie i na szwajcarskim franku. W środę, w związku z trzęsieniem ziemi i tsunami, na fali spodziewanej repatriacji środków finansowych do Japonii, notowania jena względem dolara znalazły się na najwyższym poziomie w historii (kurs USD/JPY zniżkował do 76,495), a tego samego dnia z racji ucieczki uczestników globalnych rynków od ryzyka, najmocniejszy do waluty Stanów Zjednoczonych był też frank (kurs USD/CHF spadł do 0,8918). W drugiej połowie tygodnia obie te pary walutowe zdołały się podnieść, w czym pomogła im przede wszystkim interwencja państw grupy G7 i wynikające z niej także ogólne zmniejszenie awersji do ryzyka. Cały tydzień zakończyliśmy na obu tych parach odpowiednio na poziomach: 80,595 (1,53%) i 0,9008 (-3,12%).
Wtorkowa decyzja amerykańskiego banku centralnego nie zaskoczyła. Tak jak tego szeroko oczekiwano, stopy procentowe w USA utrzymane zostały na rekordowo niskim poziomie, a Fed ponownie podkreślił, że pozostaną one właśnie takie jeszcze przez dłuży czas. W komunikacie stwierdzono też, że druga runda luzowania ilościowego będzie kontynuowana do końca jego terminu, tj. do końca czerwca. Co ważne, Fed w swoim komunikacie był już o wiele bardziej optymistycznie nastawiony do perspektyw rozwoju gospodarki niż w tym styczniowym, wyraźnie zaznaczając, że podstawy ekonomii USA są mocne, a kondycja rynku pracy zdaje się stopniowo poprawiać. Rada banku centralnego Stanów Zjednoczonych stwierdziła też, że oczekiwania inflacyjne pozostają stabilne, a trend samej inflacji jest łagodny.
Bez niespodzianki obyło się także przy czwartkowej decyzji Banku Szwajcarii. Brak podwyżki stóp procentowych w Szwajcarii nie zaskoczył rynku. Tego że pozostaną one na dotychczasowym poziomie oczekiwali ekonomiści i analitycy. Docelowy przedział dla 3-miesięcznej stawki Libor CHF nadal będzie wynosić od 0,00% do 0,75%, a SNB będzie dążył do tego, aby stabilizował się on przy 0,25%. Tak jak tego oczekiwano, SNB zdecydował się za to na podniesienie prognoz inflacji (w tym roku ma ona wynieść 0,8%, czyli dwukrotnie więcej niż Bank zakładał w grudniu) oraz PKB (do 2,0% z 1,5%).
Na krajowym forexie, w ubiegłym tygodniu złoty wyraźnie osłabł względem euro i franka i nieco wzmocnił się do dolara, reagując przede wszystkim na wydarzenia na arenie międzynarodowej, a w mniejszym na: serię danych makro z Polski za luty (podaż pieniądza, inflacja konsumencka i producencka, produkcja przemysłowa, płace i zatrudnienie) oraz zapiski z posiedzenia RPP. W dniach 11-18 marca kurs EUR/PLN zwyżkował o 1,55% do 4,0727, kurs CHF/PLN wzrósł o 2,70% do 3,1928, a kurs USD/PLN spadł o 0,50% do 2,8753. W czwartek rano notowania polskiej waluty względem szwajcarskiej znalazły się na najwyższym poziomie od lutego 2009 r., docierając przejściowo do poziomu 3,2730.