Czytam dzisiejszy wątek Karoliny o mieszkaniu po babci i przypomina mi się, ile razy widziałem tu ten sam schemat. Adam słyszał od rodziny, że wynajmując wyrzuca pieniądze. Basia przez dziesięć lat nie powiedziała córce, że dokłada się kosztem siebie. Jarek miał pożyczyć bratu, bo tak wypada. Rodzina zwykle mówi z troski, ale radzi na podstawie własnych doświadczeń sprzed dwudziestu lat i własnych lęków. To nie to samo co Twoja sytuacja.
I najtrudniejsze jest to, że tych rad nie da się po prostu odrzucić, bo są podszyte prawdziwą troską. Dlatego zamiast dyskutować, warto po prostu policzyć i pokazać liczby. Z liczbami rodzina zwykle się nie kłóci, bo nie o liczby jej chodziło.
u mnie doklаdnie tak bylo z tym wynajmem. przestali mowic o wyrzucaniu pieniedzy dopiero, gdy powiedzialem, ile odkladam co miesiac z roznicy. wczesniej to byla dyskusja o pogladach
Ja przez dziesięć lat milczałam, bo nie chciałam martwić córki, a ona przez dziesięć lat myślała, że mnie stać. Obie działałyśmy z troski i obie się myliłyśmy. Szkoda tych lat.
u mnie rodzina nadal uwaza, ze powinienem bratu pozyczyc, a nie pomagac inaczej. ale po dwoch miesiacach widze, ze robi porzadek w swoich sprawach, czego by nie zrobil z moimi pieniedzmi
moja rodzina przez dwadziescia lat mowila, ze gielda to kasyno. az tak dlugo w to wierzylem