Melduje sie z akademika po pierwszym tygodniu. Budzet podzielony na cztery, tak jak radziliscie, i pierwsza tygodniowa czesc wlasnie sie skonczyla. Wyszlam lekko ponad plan, glownie przez wyjscia integracyjne, ale dzieki podzialowi zobaczylam to w niedziele, a nie dwudziestego. Najwiekszym zaskoczeniem sa drobne rzeczy: kawa na uczelni, wydruki, dojazdy. Notuje wszystko i juz widze, gdzie ucieka.
Lekko ponad plan w pierwszym tygodniu integracji to bardzo dobry wynik, serio. Wiekszosc studentow orientuje sie dopiero, gdy konto jest puste. Ty zobaczylas to po tygodniu i masz trzy kolejne, zeby wyrownac.
kawa na uczelni i wydruki to u mnie tez byly najwieksze niespodzianki. termos i drukowanie w bibliotece za grosze zalatwily polowe problemu
Zapamietaj, ze pierwszy miesiac to zbieranie danych, nie egzamin. Do listopada dowiesz sie, ile naprawde kosztuje Twoje zycie, i dopiero wtedy budzet bedzie realny, a nie zgadywany.
czytam Cie z perspektywy kogos, kto zaczal notowac wydatki w wieku trzydziestu paru lat. Ty zaczynasz w pierwszym tygodniu doroslosci. zazdroszcze tego startu
termos juz zamowiony :) i faktycznie, lepiej wiedziec po tygodniu niz po miesiacu. drugi tydzien zaczynam z lekko obcieta czescia, zeby wyrownac
Sobota, koniec drugiego tygodnia. Wyszłam w planie, bo obcięłam część po pierwszym tygodniu i faktycznie starczyło. Największa zmiana: przestałam kupować kawę na uczelni, termos załatwił sprawę. Trzeci tydzień zaczynam z normalną kwotą.
Niedziela, jutro trzeci tydzien. Pierwszy raz ustalilam kwote na tydzien z gory, zamiast dzielic to, co zostalo. Drobna roznica, ale zupelnie inne uczucie.