Pisze pierwszy raz, choc czytam Was od miesiaca. Mam 67 lat i emeryture, ktora ledwo wystarcza. Corka z zieciem maja dwoje dzieci i we wrzesniu zawsze jest ciezko, wiec co roku dokladam sie do wyprawki z tego, co uzbieram przez lato. W tym roku znowu to zrobilam i teraz do konca miesiaca zostalo mi bardzo malo. Nie zaluje, bo to wnuki, ale zastanawiam sie, czy dobrze robie, skoro sama potem licze kazda zlotowke.
Jako emeryt powiem prosto: pomaganie wnukom jest piekne, ale nie moze odbywac sie kosztem Pani wlasnego bezpieczenstwa. Jesli po tej pomocy zostaje Pani bez rezerwy na leki czy awarie, to w razie klopotu i tak obciazy to corke - tylko bardziej. Lepiej dac mniej i miec zapas.
Zgadzam sie z przedmowca. Sama pomagam wnukom, ale mam zasade: pomagam z nadwyzki, nigdy z rezerwy. Warto tez porozmawiac z corka otwarcie - byc moze ona nie wie, ze ta pomoc oznacza dla Pani liczenie kazdej zlotowki do konca miesiaca. Wielu dorostych dzieci po prostu nie ma pojecia.
jako matka czworki powiem z drugiej strony: gdybym wiedziala, ze moja mama sobie odejmuje od ust, zebym ja miala latwiej, wolalabym o tym wiedziec i zrezygnowac. prosze porozmawiac z corka
moze zamiast pieniedzy pomoc inaczej? u nas babcia kupuje zeszyty na wyprzedazach poszkolnych rok wczesniej, po polowie ceny. wychodzi jej duzo taniej, a wnukom pomaga tak samo
dziekuje, szczegolnie za to zdanie o rozmowie z corka. faktycznie nigdy jej nie mowilam, jak to u mnie wyglada, bo nie chcialam martwic. moze to blad
Porozmawialam wczoraj z corka, tak jak radziliscie. Rozplakala sie i powiedziala, ze wolalaby dostac o polowe mniej, niz zeby mi bylo ciezko. Zal, ze nie zrobilam tego dziesiec lat temu.