Mam 33 lata, wynajmuje mieszkanie i przy kazdym rodzinnym spotkaniu slysze, ze wyrzucam pieniadze w bloto i powinienem wreszcie kupic swoje. Policzylem to sobie i przy obecnych cenach oraz odsetkach rata kredytu bylaby wyraznie wyzsza od mojego czynszu, a wklad wlasny zjadlby cale moje oszczednosci. Czy naprawde wynajem jest zawsze gorszy, czy to tylko takie polskie przekonanie? Nie chce sie usprawiedliwiac, chce zrozumiec.
To nie jest prosta arytmetyka, choc rodzina zwykle tak to przedstawia. Przy kredycie przez pierwsze lata splacasz glownie odsetki, do tego dochodzi podatek, remonty, fundusz remontowy i utrata plynnosci. Jesli roznica miedzy czynszem a rata jest wyrazna i te roznice REGULARNIE inwestujesz, wynajem bywa racjonalny. Kluczowe slowo to regularnie - wiekszosc ludzi tego nie robi i wtedy faktycznie tracą.
Dodam pytanie, ktore jest wazniejsze od liczb: jak dlugo planujesz mieszkac w jednym miejscu? Przy horyzoncie ponizej piecu lat zakup rzadko ma sens, bo same koszty transakcyjne zjadaja korzysc. Przy dwudziestu latach w tym samym miescie obraz sie odwraca.
Wynajmowalem trzydziesci lat i powiem szczerze - najgorsze nie bylo to, ze wynajmowalem, tylko ze przez te trzydziesci lat nic nie odkladalem obok. Gdybym te roznice inwestowal, mialbym dzis spokojna sytuacje. Sam wynajem nie byl bledem, brak planu byl.
Warto tez oddzielic argumenty finansowe od emocjonalnych. Wlasne mieszkanie daje poczucie bezpieczenstwa i stabilnosci, co ma realna wartosc, tylko nie da sie jej wpisac do arkusza. Rodzina mowi o tym uczuciu, a Ty liczysz liczby - i oboje mozecie miec racje jednoczesnie.
@andrzej_s52 to zdanie o braku planu obok wynajmu trafia we mnie najbardziej. bo faktycznie te roznice po prostu wydaje. zaczne od tego, zeby ja odkladac, a decyzje o zakupie zostawie na spokojnie
Po wczorajszej rozmowie ustawilem staly przelew na roznice miedzy czynszem a rata (osobny watek). Dziekuje, bo od dwoch lat wiedzialem, ze powinienem, i nic z tym nie robilem.