Tydzien temu pisalam tu w panice o wypowiedzeniu meza. Chce zdac relacje, bo dostalam od Was bardzo konkretna pomoc. Rozpisalismy wszystko na kartce - wyszlo piec miesiecy bufora, nie tydzien do katastrofy, jak mi sie wydawalo. Sprawdzilismy ubezpieczenie kredytu, okazalo sie, ze mamy opcje zawieszenia raty. Maz ma juz dwie rozmowy umowione. Nic sie nie zmienilo w liczbach, a wszystko w mojej glowie.
Bo panika bierze sie z niewiedzy, nie z sytuacji. Piec miesiecy bufora przy trwajacym wypowiedzeniu to komfortowa pozycja negocjacyjna - maz moze wybierac prace, a nie brac pierwsza z brzegu. To wazniejsze, niz sie wydaje.
Ciesze sie ogromnie. I pamietaj - dopoki wchodzi pensja, odkladajcie ile sie da. Kazda zlotowka teraz to dodatkowy tydzien spokoju pozniej.
dwie rozmowy w tydzien to bardzo dobry start. z doswiadczenia: szukanie z pozycji mam czas wyglada zupelnie inaczej niz z pozycji musze od jutra, i rekruterzy to wyczuwaja
dziekuje raz jeszcze. najbardziej pomoglo mi zdanie o tym, zeby nie ruszac poduszki dopoki jest pensja. wczesniej odruchowo chcialam ja zabezpieczyc, czyli wydac na zapasy
Sobota, maz po dwoch rozmowach ma juz jedna konkretna propozycje. Nie ruszylismy poduszki ani zlotowki. Dziekuje jeszcze raz wszystkim, ktorzy tu pisali - bez tego bysmy panikowali.