Mam odlozone na auto za jakies 60 tysiecy i dylemat. Moge kupic za gotowke albo wziac kredyt samochodowy i te pieniadze zainwestowac. Slyszalem argument, ze skoro rynek daje wiecej niz kosztuje kredyt, to lepiej sie zadluzyc. Brzmi logicznie, ale cos mi tu nie gra i nie umiem powiedziec co. Ktos to przerabial?
Nie gra Ci to, bo ten argument porownuje pewny koszt z niepewnym zyskiem. Odsetki od kredytu sa gwarantowane co do zlotowki, a zysk z rynku nie. Jesli rynek da minus dwadziescia procent w pierwszym roku, zostajesz z rata i strata jednoczesnie.
Dodatkowo policz realny koszt kredytu samochodowego, nie tylko oprocentowanie - prowizja, obowiazkowe AC, czasem ubezpieczenie splaty. Efektywny koszt bywa duzo wyzszy niz nominalny, a to zmienia cala kalkulacje.
Ten argument ma sens przy tanim, dlugoterminowym dlugu jak hipoteka, gdzie masz dwadziescia lat na przeczekanie slabszych okresow. Przy kredycie samochodowym na kilka lat ryzyko czasowe jest zupelnie inne.
czyli w skrocie: pewny koszt kontra niepewny zysk i krotki horyzont. teraz wiem, co mi nie pasowalo. kupuje za gotowke