Niedzielna refleksja, bo wlasnie mija rok od momentu, w ktorym wyszedlem z debetu. Pisalem tu w lipcu o pierwszych 50 tysiacach i o tym, ze bardziej sie bałem przy 50 niz przy 5. Po miesiacu od tamtej rozmowy moge powiedziec, ze rada, zeby patrzec na alokacje zamiast na jedna liczbe, dzialala. Ale najwazniejsza zmiana jest inna: rok temu pieniadze mi sie przydarzaly, a dzis kazda zlotowka ma przypisane zadanie. To cala roznica.
'Pieniadze mi sie przydarzaly' - to najlepsze podsumowanie zycia bez budzetu, jakie tu czytalam. Wiekszosc ludzi funkcjonuje tak przez cale zycie i nie rozumie, dlaczego mimo przyzwoitych zarobkow nic im nie zostaje.
Rok od debetu do planu to szybka zmiana. Zwykle najtrudniejsze sa pierwsze trzy miesiace, potem to juz tylko powtarzanie. Gratulacje konsekwencji.
czytam to dokladnie tydzien po splacie karty i notuje sobie te zdanie o zadaniu dla kazdej zlotowki. na razie moim jedynym zadaniem jest dotrwac do wyplaty, ale od wrzesnia zaczynam planowac
a ja czytam to majac 36 lat i zero oszczednosci emerytalnych. dobrze widziec, ze rok potrafi wystarczyc na powazna zmiane
@Bartek u mnie tez pierwszym zadaniem bylo dotrwac do wyplaty. potem doszla poduszka, potem reszta. nie da sie zaplanowac wszystkiego naraz
Czwartek, drobna refleksja: patrze na Bartka, ktory wlasnie przeszedl przez to samo co ja rok temu. Wtedy myslalem, ze jestem jedyny. Dobrze, ze to forum istnieje.