Z mezem zbieramy na wklad wlasny do mieszkania, potrzebujemy jeszcze okolo dwoch lat. Mamy juz spora czesc kwoty i lezy to na zwyklym koncie oszczednosciowym na niecale trzy procent. Wiem, ze inflacja to zjada, ale boje sie ryzykowac, bo te pieniadze musza byc pewne w konkretnym momencie. Gdzie trzymac srodki, ktore sa potrzebne za dwa lata i nie moga stracic na wartosci?
Przy horyzoncie dwoch lat i pewnym terminie odpada gielda i wszystko zmienne. Zostaja obligacje skarbowe - dwuletnie DOS albo czteroletnie COI, ktore mozna wykupic wczesniej z mala oplata. Oprocentowanie wyzsze niz Twoje konto, a bezpieczenstwo takie samo.
Dokladnie. Do celow z konkretna data i zerowa tolerancja na strate sluza obligacje skarbowe i lokaty, nie rynek. Przy dwoch latach nawet ETF obligacyjny bywa zmienny. Kluczowe zdanie w Twoim poscie brzmi 'musza byc pewne w konkretnym momencie' - to wyklucza ryzyko.
Zrob to tak: wieksza czesc w obligacje, ale zostaw kawalek na koncie, gdyby transakcja przyspieszyla. Wczesniejszy wykup obligacji jest mozliwy, tylko wtedy tracisz czesc odsetek. Elastycznosc tez ma wartosc.
kupilam niedawno EDO dla corki i moge potwierdzic, ze zakup jest banalnie prosty. przy Waszej kwocie roznica miedzy trzema procentami a oprocentowaniem obligacji to konkretne pieniadze przez dwa lata
dzieki, o obligacjach dwuletnich w ogole nie wiedzialam. mysle, ze zrobimy tak jak radzi Wiarus - wiekszosc w obligacje, czesc plynna na koncie