Niedzielna refleksja przy kawie. Sierpien to dziwny miesiac - jeszcze wakacje, ale juz czuc wrzesien. U mnie to zawsze byl moment, w ktorym robilo sie przeglad polrocza i ustawialo plany na koncowke roku. Po latach zauwazylem, ze wrzesien jest lepszym momentem na finansowe postanowienia niz styczen. Ludzie wracaja do rytmu, dzieci do szkoly, konczy sie wakacyjny chaos. Ktos jeszcze traktuje wrzesien jak drugi nowy rok?
Zdecydowanie tak. Styczniowe postanowienia sa robione w najgorszym momencie - po swietach, przy pustym portfelu i w zimie. Wrzesien jest praktyczniejszy: wracasz do rutyny i latwiej wprowadzic nawyk. U mnie wiekszosc trwalych zmian zaczela sie wlasnie we wrzesniu.
Zgadzam sie, choc dodam jedno - najlepszy moment na zmiane to ten, w ktorym akurat masz na nia energie. Kalendarz jest wtorny. Widzialam ludzi, ktorzy zaczynali w lutym i wytrwali dziesiec lat, i takich, ktorzy zaczynali 1 stycznia przez dziesiec lat z rzedu.
u mnie zmiana zaczela sie w maju, kompletnie przypadkiem, po dwudziestu latach zwlekania. wiec chyba faktycznie chodzi o moment w glowie, nie w kalendarzu
ja zaczalem w czerwcu i wrzesien bedzie moim czwartym miesiacem. fajnie by bylo, gdyby to sie zbieglo z powrotem do rutyny po wakacjach
dla mnie wrzesien to bedzie prawdziwy start - splacam karte w sierpniu, a od wrzesnia zaczynam odkladac na przyszly rok. sam pan to opisal, ja to wlasnie planuje
Sierpien na polmetku i pierwszy raz nie musialam siegac po karte. Wyprawka prawie skompletowana, OC zmienione. Wrzesien planuje juz jako 'nowy rok', tak jak Heniek pisal.
Po dlugim weekendzie w domu - dzieci zadowolone, budzet nietkniety. Kasia miala racje, nikt nie wrzuca zdjecia salda po powrocie z wyjazdu.