W poniedzialek zrobilam pierwsza z dwunastu transz, o ktorych tu pisaliscie. Dzis rynek spada i moja pierwsza inwestycja w zyciu jest na minusie. I wiecie co? Wlasnie tego sie bałam przez dwa lata. Ale przypominam sobie, po co robie transze - zeby NIE musiec trafiac w dolek. Czyli teoretycznie powinnam sie cieszyc, ze kolejna kupie taniej. Rozumiem to glowa, ale w brzuchu czuje cos innego. Normalne?
Calkowicie normalne i kazdy to przechodzi. To ze rozumiesz glowa a czujesz inaczej brzuchem, to nie slabosc - to biologia. Roznica miedzy dobrym a zlym inwestorem nie polega na braku strachu, tylko na tym, ze mimo strachu trzyma sie planu. Ty wlasnie to robisz.
Przez 20 lat balem sie wejsc wlasnie z tego powodu. A potem wszedlem i przezylem pierwsza korekte - i okazalo sie, ze nic sie nie stalo. Ty jestes teraz dokladnie w tym momencie. Za pol roku bedziesz to wspominac ze usmiechem.
ja przy pierwszym spadku na ETF sprawdzalam kurs 5 razy dziennie. teraz nie sprawdzam wcale. przechodzi, obiecuje. najwazniejsze ze nie sprzedalas
Rozumiesz mechanizm i to jest polowa sukcesu. Druga polowa to nie zmieniac zdania w trakcie. Jak zaplanowalas 12 transz, to rob 12 transz - niezaleznie czy rosnie czy spada. Plan ma sens tylko wtedy, gdy sie go trzyma w trudnym momencie.
dzieki, potrzebowalam to uslyszec. druga transza za miesiac, niezaleznie od kursu. zapisalam to sobie na kartce nad biurkiem :)
Koniec lipca, moja pierwsza transza dalej lekko pod woda i... nic sie nie dzieje. Emocje z srody juz opadly. Druga transza w sierpniu, zgodnie z planem. Kartka nad biurkiem dziala.
Niedziela, sierpien, moja druga transza w tym miesiacu. Pierwsza dalej nieznacznie pod woda i szczerze - juz mnie to nie rusza. Tydzien temu bym o tym myslala caly dzien.
Druga transza zrobiona dzis rano. Kurs wyzszy niz przy pierwszej, wiec kupilam mniej jednostek - i pierwszy raz zrozumialam, na czym polega usrednianie. Teoria to jedno, a zobaczyc to na wlasnym koncie to co innego.