Krotki meldunek z frontu. Ekipa weszla dzis rano, pierwsza transza zaplacona z oszczednosci. Powiem szczerze - patrzenie jak z konta znika kilkanascie tysiecy jest nieprzyjemne, mimo ze to zaplanowane i mimo ze wiem, ze przy kredycie oddalbym o kilka tysiecy wiecej. Ciekawe jak mocno psychologia ciagnie w strone kredytu, gdzie bol jest rozlozony na raty i mniej widoczny. Ale trzymamy sie planu.
To bardzo trafna obserwacja i dokladnie dlatego kredyty konsumpcyjne sa tak popularne. Rozlozony bol jest mniej odczuwalny niz jednorazowy, choc w sumie wiekszy. Banki o tym doskonale wiedza. Trzymajcie sie planu, za trzy miesiace bedziecie mieli remont i zero dlugu.
znam to uczucie, u nas przy wymianie pieca bylo tak samo. przez tydzien czlowiek patrzy na to konto i sie krzywi. potem przechodzi i zostaje sama satysfakcja
Zapisz sobie to zdanie o rozlozonym bolu - to najlepsze wytlumaczenie dlaczego ludzie biora kredyty na rzeczy, ktore moglliby kupic za gotowke. Swiadomosc tego mechanizmu to polowa sukcesu.
i teraz najwazniejsze - odkladajcie te 'raty' z powrotem, tak jak planowaliscie. bo najlatwiej odpuscic wlasnie na tym etapie, jak juz remont zrobiony i nikt nie goni
Remont idzie zgodnie z planem, druga transza zaplacona. Ta obserwacja o rozlozonym bolu rat chodzi mi po glowie - teraz rozumiem, dlaczego tylu ludzi bierze kredyty na rzeczy, ktore moglliby kupic za gotowke.
Remont na polmetku, trzecia transza zaplacona. Poduszka nietknieta, kredytu brak. Zona przyznala dzis, ze mialem racje - a to w naszym domu wydarzenie porownywalne z remontem :)
Weekend bez ekipy, remont staje na pare dni. Policzylem, ze przy kredycie bylibysmy teraz w polowie roboty i z dlugiem na trzy lata. Tak jestesmy w polowie roboty i bez dlugu. Ta sama polowa, inne samopoczucie.