Mamy z zona dylemat i klocimy sie o to od tygodnia. Planujemy remont lazienki, koszt jakies 25 tysiecy. Zona chce wziac kredyt gotowkowy i zostawic oszczednosci 'na czarna godzine', ja wolalbym zaplacic z odlozonych pieniedzy i nie placic odsetek. Oboje mamy troche racji chyba. Jak Wy podejmujecie takie decyzje w zwiazku? Kredyt czy oszczednosci na wiadomy, zaplanowany wydatek?
Matematyka jest po Twojej stronie: kredyt gotowkowy to 12-15% rocznie, oszczednosci zarabiaja mniej. Placenie odsetek za cos co mozesz kupic za gotowke to strata. ALE zona ma racje w jednym - nie wolno zejsc ponizej poduszki bezpieczenstwa. Rozwiazanie: zaplacic z NADWYZKI ponad poduszke, poduszki nie ruszac.
u nas zasada: zaplanowane wydatki (jak remont) z oszczednosci, poduszke zostawiamy nietknieta. Kredyt tylko na to, czego naprawde nie da sie inaczej. Placenie 15% odsetek zeby oszczednosci lezaly na 4% nie ma sensu - tracicie roznice.
ja bym stanela po stronie zony w jednej rzeczy - poduszka jest swieta. ale reszte remontu z oszczednosci. moze kompromis: zaplacic z odlozonego, a te raty ktore placilibyscie do banku, odkladac z powrotem na konto? efekt jak splata kredytu, ale bez odsetek
Madza podala najlepsze rozwiazanie - splacaj sam sobie. Placisz gotowka, a potem przez te same miesiace odkladasz kwote raty z powrotem. Odbudowujesz oszczednosci bez oddawania bankowi ani grosza. Pokaz to zonie na liczbach, zwykle przekonuje.
@janusz65 @Madzia87 splacaj sam sobie - o tym nie pomyslelismy. Pokaze zonie ile wyjdzie odsetek od kredytu vs zero przy tej metodzie. Poduszki nie ruszamy, remont z nadwyzki, potem odbudowa. Chyba mamy rozwiazanie, dzieki!
Weekend z ekipa remontowa umowiony, platnosc z oszczednosci. Zona przekonana, kredytu nie bierzemy. Dziwne uczucie wydac tyle gotowki naraz, ale swiadomosc zerowych odsetek to rekompensuje.