Sobota, refleksja z ogrodka. Zauwazylem ze moje najlepsze weekendy to te NAJTANSZE - ogrod, rower, spacer z psem, ksiazka, obiad z rodzina w domu. A najbardziej zmeczony i pusty w portfelu wracam z weekendow 'atrakcji' - galerie, restauracje, platne rozrywki. Zaczalem myslec ze konsumpcja to nie to samo co odpoczynek, a czesto wrecz przeciwnie. Nie chodzi o skapstwo tylko o to ze najlepsze rzeczy sa za darmo. Macie podobnie?
Dokladnie tak. Przemysl konsumpcyjny wmawia nam ze relaks trzeba KUPIC. A najlepszy odpoczynek - natura, ruch, bliscy - jest darmowy. Odkad to zrozumialem, oszczedzam I lepiej wypoczywam. Podwojna wygrana. Madra refleksja tadku.
u mnie golebie i dzialka, grosza nie wydaje w weekend a wracam naladowany. zgadzam sie w 100%. platne atrakcje czesto meczą bardziej niz relaksuja, plus portfel chudnie
z czworka dzieci darmowe atrakcje to koniecznosc, ale masz racje - dzieci NAJBARDZIEJ ciesza sie z lasu, kaluzy, budowania szalasu. galeria to wydatek i marudzenie. natura za darmo i lepsze wspomnienia
odkad rzucilem korpo i mam mniej kasy, odkrylem ze wiekszosc 'przyjemnosci' za pieniadze byla ucieczka od stresu pracy. bez tego stresu nie potrzebuje kupowac relaksu. spacer wystarcza. paradoks wolnosci
najtanszy weekend = najspokojniejszy. konsumpcja daje kopa na chwile, natura i bliscy na dluzej. plus nie rozwalasz budzetu. win-win, dobrze ze o tym piszesz