Choć oczyt indeksu PMI dla usług w strefie euro wyniósł 50,6 pkt, czyli zgodnie z oczekiwaniami, to zaniepokojenie budzi spadek indeksu poniżej 50 pkt (co oznacza recesję sektora) we Włoszech i Hiszpanii, a poza strefą euro także w Wielkiej Brytanii. Szczęśliwie indeks ISM dla sektora usług w USA nieoczekiwanie spadł tylko o 0,3 pkt do 51,7 pkt, ale z kolei już dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się słabsze od oczekiwań - liczba planowanych zwolnień w amerykańskich firmach wzrosła do 103 tys.

SYTUACJA NA GPW

Początek środowych notowań dawał nadzieję w siłę warszawskiego parkietu, bo choć zaczęliśmy od spadków, nie przekraczały one 1 proc. w przypadku WIG20, podczas gdy zagranica bardzo intensywnie wyprzedawała akcje (spadki w Londynie czy Paryżu wynosiły blisko 2 proc.). Uważni inwestorzy zwrócili zapewne uwagę na śladową aktywność dużych graczy, których interesowały praktycznie tylko akcje PKN Orlen i największych banków - PKO BP oraz Pekao. Druga połowa sesji przyniosła dane z amerykańskiego rynku pracy, które pokazały rosnącą liczbę bezrobotnych, co uaktywniło sprzedających akcje i sprowadziło WIG20 w okolice 2860 pkt. (czyli o 50 pkt. poniżej dziennych szczytów), a WIG20 stracił 2,0 proc. Na całym rynku (chciałoby się powiedzieć "na szerokim rynku", ale przy niewielkich obrotach jakoś tak niezręcznie) potaniały akcje 216. spółek, wzrosły 83.

GIEŁDY W EUROPIE

Wtorkowe spadki na Wall Street były tylko pozornie pretekstem wyprzedaży akcji w Europie, a silną falę pesymizmu, która przelała się w środę przez europejskie parkiety, tłumaczą słabe dane makroekonomiczne z regionu. W kwietniu o 2,9 proc. r/r spadła sprzedaż detaliczna w strefie euro (miesiąc wcześniej spadła o 2,3 proc.), a wskaźnik PMI w sektorze usług wskazał na dekoniunkturę w Hiszpanii, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Inwestorzy nie mieli więc zbyt wielu pretekstów do kupowania akcji (może tylko niższa cena ropy?), a informacje zza oceanu jedynie pogarszały sytuację. Notowania kontraktów terminowych na stopy procentowe pokazują, że rynek stawia jednoznacznie na większe problemy banków w pozyskiwaniu finansowania, a w połączeniu z ciągle nieoficjalnymi pogłoskami o podbramkowej sytuacji w Lehman Brothers, nikt rozsądny nie powie z całą odpowiedzialnością, że najgorsze już za nami.

WALUTY

W środę poznaliśmy majowy wskaźnik PMI obrazujący aktywność przedsiębiorstw w sektorze usług, i chociaż w całym eurolandzie był on zbieżny z oczekiwaniami (50,6 pkt), to jego cząstkowe składowe przemawiają wyraźnie za spowolnieniem w regionie. Wynik powyżej 50 pkt. wskazuje na rozwój, a poniżej tego poziomu znalazły się w maju Włochy, Hiszpania oraz Wielka Brytania i tylko Niemcy zawyżyły średnią zaskakując pozytywnie (wskaźnik PMI wzrósł do 53,8 pkt). Jeśli dodamy do tego spadającą kolejny miesiąc sprzedaż detaliczną w krajach strefy euro, jasne stanie się, dlaczego europejska waluta traciła w środę na wartości. Z drugiej strony dane z USA również miały negatywny wydźwięk i zadaniem inwestorów na dzisiaj było zdecydować, nie który region rozwija się szybciej, ale który hamuje szybciej. Kurs eurodolara o godz. 15.30 czasu warszawskiego wynosił 1,544, czyli o 0,7 proc. mniej niż we wtorek.

Złoty zachowywał się w środę bardzo stabilnie. Euro podrożało o 0,1 proc. do 3,374 PLN, a za dolara amerykańskiego płacono o 0,2 proc. więcej niż dzień wcześniej, tj. 2,186 PLN. Frank szwajcarski kosztował 2,097 PLN (+0,3 proc.).

SUROWCE

Na rynku surowcowym powoli do głosu wracają fundamentalne czynniki i koło się zamyka. Wysokie ceny ropy sprawiają, że zapotrzebowanie na paliwa pozostaje na niezmienionym poziomie, ale faktyczne zużycie surowca spada, ponieważ coraz mniej osób i przedsiębiorstw stać na paliwo. Drugie na świecie pod względem wielkości linie lotnicze United Airlines zapowiedziały redukcję floty o ok. 100 samolotów, a dopłaty do paliwa ograniczyło już kilka azjatyckich krajów (m.in. Indie, Malezja, Indonezja czy Tajlandia). W związku z tym ceny ropy zaczynają się dostosowywać do mniejszego popytu zgłaszanego przez rynek i w środę za baryłkę płacono ok. 123,8 USD (o 0,4 proc. mniej niż dzień wcześniej).

Na londyńskiej giełdzie LME potaniała miedź - za tonę płacono ok. 7 930 USD, czyli o 0,7 proc. mniej niż we wtorek, natomiast złoto nieznacznie się odbiło w górę i uncja kosztowała ok. 886 USD (+0,3 proc.).