De facto więc wydatki rządu będą więc rosły wolniej niż do tej pory i być może wolniej niż rosną wpływy budżetowe (jeśli obecne tempo wzrostu wpływów zostanie utrzymane). Wprowadzenie kotwicy w takim kształcie oznaczałoby, że wydatki będą też rosły na poziomie inflacji lub wolniej od niej. Zbigniew Chlebowski powiedział także, że jest szansa na wprowadzenie podatku liniowego już od przyszłego roku, ale takie rozwiązanie zawetuje Prezydent, a koalicja nie ma dość głosów by przełamać weto.
SYTUACJA NA GPW
Za nami trzeci dzień notowań, w czasie których niewiele się dzieje. Obroty ledwie przekroczyły dziś miliard złotych i wciąż nie można na ich podstawie powiedzieć, by z rynkiem działo się coś istotnego. Często taki spadek obrotów poprzedza bardziej żywiołowe sesje, a większe emocje zaczynają w najmniej oczekiwanym momencie. Pozostaje cierpliwe czekać na wybicie z obecnej konsolidacji, ale póki co WIG20 nie jest skory do wychylenia się wyraźniej w którąkolwiek ze stron (amplituda wahań z trzech sesji do 85 pkt). Trudno uwierzyć - sądząc po zachowaniu rynku - że właście ważą się losy trendu w średnim terminie. Na pocieszenie - wątpliwe, aby tak właśnie wyglądała dystrybucja akcji.
Nie ma się nad czym rozwodzić - podrożały akcje 144. spółek, potaniały 147. Przewaga obrotów przy papierach drożejących jak 3 do 1. Przy siedmiu spółkach z WIG20 wartość transakcji nie przekroczyła nawet 10 mln PLN.
GIEŁDY W EUROPIE
Dzisiejsza sesja w Europie przebiegała dosyć spokojnie przy niewielkich wahaniach oraz zgodnych z oczekiwaniami danych makro. Można powiedzieć, że równowaga podczas notowań była wynikiem podaży akcji spółek finansowych oraz popytu na akcje sektora wydobywczego. Akcje pierwszych taniały po zapowiedzi dużej kwartalnej straty funduszu pożyczkowego Washington Mutual oraz obniżenia rekomendacji dla brytyjskiego HBOS, natomiast drugich rosły na drożejących surowcach. Tej równowagi nie zachwiały dzisiejsza publikacja dynamiki PKB w czwartym kwartale w eurolandzie, ani neutralne otwarcie na Wall Street. W rezultacie, o godz. 17.00 niemiecki DAX tracił 0,6 proc., francuski CAC40 0,5 proc., a brytyjski FTSE100 zyskiwał 0,1 proc. Przy kolejnej serii kiepskich informacji z amerykańskich spółek (wspomniany Washington Mutual i UPS), to bardzo ostrożna realizacja zysków.
WALUTY
Kurs euro wzrósł dziś nieznacznie - do 1,576 PLN, ale w gruncie rzeczy nadal znajduje się w obszarze konsolidacji (1,56-1,58 USD), a rynek wciąż wyczekuje na nowe impulsy. Można tylko powtórzyć starą prawdę - wybicie będzie tym silniejsze, im dłużej trwa konsolidacja. Jeśli rozszerzyć ją na poziomy 1,54-1,59 USD, to trwa ona już od miesiąca - wystarczająco długo, by oczekiwać silnego ruchu i także dostatecznie długa, by spodziewać się jej zakończenia w najbliższych dniach.
Jen umocnił się dziś o 0,2 proc. do dolara i stracił tyle samo wobec euro.
U nas dolar pogłębił spadki - po południu kosztował 2,188 PLN, euro spadło do 3,45 USD, a frank utrzymał się powyżej 2,17 PLN.
SUROWCE
Lekkie osłabienie dolara w stosunku do euro przełożyło się na silne wzrosty cen surowców. Ropa podrożała dziś o blisko 2 proc. i znów jest najdroższa w historii. Impulsem do tej zwyżki był niespodziewany spadek zapasów benzyny w Stanach. W ostatnim tygodniu skurczyły się o ponad 3 mln baryłek, podczas gdy analitycy spodziewali się ich wzrostu o 2,3 mln baryłek. To zaledwie drugi spadek zapasów w ostatnich trzech miesiącach, jednak przy osłabieniu dolara wystarczył aby wypchnąć cenę londyńskiej baryłki brent na rekordowe 108,40 USD. W cenach zamknięcia najdroższa jest również nowojorska baryłka crude. Późnym popołudniem handlowano nią po 111,10 USD.
Do trendu wzrostowego powróciła również miedź, jednak skoro drożała tylko na osłabieniu amerykańskiej waluty jej zwyżka miała mniejszy zasięg. Na giełdzie w Londynie tona miedzi podrożała dziś o 1,1 proc. do poziomu 8.632 USD. Dla chińskiego konsumenta to ciągle dosyć drogo i jeśli w najbliższych dniach dolara nie pogłębi spadków tak wysoka cena miedzi nie powinna się utrzymać.
Złoto podrożało o 1,3 proc. do 925 USD za uncję.