Można założyć, że najbardziej znany amerykański bank przyznał się do strat pod presją swojego nowego prezesa, który chce oczyścić księgi po działalności poprzedniego zarządu. Na tym nie koniec restrukturyzacji - z Citigroup odejdzie 4,2 tys. pracowników. Bank otrzymał też 14,5 mld dolarów na podratowanie kapitałów własnych od zagranicznych inwestorów. W sumie amerykańskie banki pozyskały już 59 mld dolarów dodatkowego finansowania z zewnątrz.
SYTUACJA NA GPW
Katastrofą pachniało wczoraj, dziś wydarzyła się naprawdę. WIG20 jest najniżej od 14 miesięcy, WIG od trzynastu. Do godz. 14.30 jakoś to wyglądało, WIG20 bronił wsparcia na 3150 punktów. Dane o mniejszej niż oczekiwano sprzedaży detalicznej w USA wprowadziły nerwowowość w poczynania inwestorów, raport kwartalny Citigroup dopełnił dzieła zniszczenia. Ale warto zwrócić uwagę na obroty - podliczono je na 1,6 mld PLN, przy czym wyraźnie wzrosły one po godz. 14.30 właśnie. Jak na cały dzień nie były zbyt duże (sugerując wyczerpywanie się podaży), wyniosły 1,64 mld PLN, ale ostatnie dwie godziny aż zbyt wyraźnie (750 mln PLN) dokumentowały przewagę sprzedających. Bezsprzecznie zagrały emocje. Ciekawe, że mocniej spadał dziś WIG20 niż mniejsze spółki. Czyżby szybka możliwość upłynnienia akcji zaczynała mieć aż tak duże znaczenie dla TFI? Podrożały akcje 37. spółek, potaniały 271 (średnio o 4,0 proc.)
GIEŁDY W EUROPIE
Fatalne informacje zza oceanu pociągnęły europejskie indeksy w dół na blisko trzyprocentowe minusy. Obawy rynku o wysokie straty amerykańskich banków zostały potwierdzone największą stratą w blisko 200-letniej historii największego z nich - banku Citigroup. Źle wyglądały również dane makroekonomiczne - grudniowa sprzedaż detaliczna nieoczekiwanie spadła, a inflacja w cenach producenta utrzymuje się na wysokim 6 proc. poziomie. Inwestorów rozczarowały także dane z własnego podwórka. Sieć Tesco podała gorsze od oczekiwań wyniki sprzedaży za okres świąteczny, na czym ucierpiały również wyceny pozostałych spółek z branży. Naturalnie inwestorzy chętnie pozbywali się również akcji instytucji finansowych, tym bardziej, że w najbliższych dniach wyniki podadzą jeszcze banki Merrill Lynch oraz JP Morgan. Obraz sytuacji dopełnia niskie otwarcie na Wall Sreet - o godz. 17.30 S&P tracił 2 proc., a Dow Jones 1,6 proc.
WALUTY
Tytuły poświęconej rzekomej panicznej wyprzedaży dolara są mocno przesadzone. Własnie po rynku walutowym widać, że rozczarowujące cokolwiek dane z USA (sprzedaż detaliczna spadła o 0,4 proc., zamiast oczekiwanego stanu bez zmian), nie były dziś motorem zniżek na giełdach. To nie ten kaliber rozczarowania. Inwestorzy raczej zastanawiają się, co działoby się z amerykańskimi bankami, gdyby te nie otrzymały zewnętrznego finansowania. No i czy tego finansowania wystarczy dla wszystkich zainteresowanych.
Na rynku walutowym paniki nie ma - może dlatego, że zewnętrzne emisje banków muszą być objęte za dolary, co powinno pomóc amerykańskiej walucie, a przynajmniej jej nie przeszkodzi. Kurs euro ponownie pocałował dziś 1,49 USD, ale ponownie nie zdołał go utrzymać.
Dolar spadł o 1,4 proc. do jena, który zyskał też 1,1 proc. do euro.
U nas dolar utrzymal się na 2,40 PLN, euro podrożało do 3,578 PLN, a frank (naśladując jena) podrożał do 2,212 PLN i jest najdroższy od końca listopada.
SUROWCE
Ropa potaniała o ponad dwa procent po publikacji grudniowej sprzedaży detalicznej w Stanach oraz wypowiedzi ministra Arabii Saudyjskiej, który zasygnalizował, że OPEC jest gotowy do zwiększenia wydobycia. Na giełdzie w Londynie baryłka brent potaniała do 90,90 USD i na tym poziomie jest najtańsza od blisko miesiąca, co potwierdza trend spadkowy. Czy zostanie on utrzymany zależy w dużej mierze od jutrzejszej publikacji zapasów paliw w Stanach.
Potaniała również miedź w wyniku spekulacji rynku, że 9 proc. wzrost ceny tego surowca od początku roku nie jest uzasadniony, jeśli weźmiemy pod uwagę widmo recesji w Stanach. Ta zwyżka była w głównej mierze wynikiem popytu zgłaszanego przez fundusze hedgingowe, które liczą, że hossa na rynku towarowym będzie trwała. Musi jednak podążać za nią realny popyt (inaczej powstanie bąbel spekulacyjny).
Takie ryzyko jest znacznie mniejsze w przypadku złota, stąd pozostaje ono blisko rekordów (cena uncji waha się wokół 911 USD), pomimo silnego osłabienia dolara po otwarciu sesji na Wall Street.