Ale dane okazały się znacznie lepsze - wzrost sięgnął 19,4 proc., czy czym najsilniejszą zwyżkę odnotowano w dziale "pojazdy samochodowe, motocykle, części" - tutaj wyniosła ona 41,4 proc. O 30 proc. wzrosły wydatki na odzież i obuwie. To kolejne dane (po wzroście wynagrodzeń o 11 proc.), które mogą skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podnoszenia stóp procentowych. Najbliższa okazja już w środę (posiedzenie RPP).

SYTUACJA NA GPW

Rano WIG20 próbował przepchać się przez poziom 3600 pkt, ale szybko ta sytuacja została wykorzystana do sprzedaży akcji. Wielu inwestorów uznało, że trwające od czwartku odbicie na GPW jest wystarczająco długie, by zrealizować zyski. Do 15-tej indeksy i ceny akcji osuwały się. Obroty wzrosły o ok. 150 mln PLN do 1,7 mld PLN w porównaniu do sesji piątkowej. Zbyt mało, by można powiedzieć, że podaż na trwałe przejęła rynek we władanie, ale wystarczająco dużo, by wypłoszyć z rynku inwestorów o najkrótszym horyzoncie inwestycyjnym. Prawdopodobnie czeka nas teraz ponowny test dołków z środy, ale przy tak zmiennym rynku niczego nie można wykluczyć. Udany test skłoniłby więcej inwestorów do powrotu na rynek, ale najpierw musi się udać...

Dziś podrożały akcje 126. spółek, potaniały 167. Przewaga obrotów przy taniejących jak trzy do jednego.

GIEŁDY W EUROPIE

Giełdy europejskie rozpoczęły tydzień od silnych spadków, pomimo bardzo dobrego początku tygodnia na parkietach azjatyckich. Pogorszenie nastrojów znów było udziałem sektora finansowego. Impulsem do sprzedaży akcji była informacja banku HSBC (jeden z większych graczy w Europie) o wykupie aktywów wartych 45 mld USD od swoich podmiotów zależnych aby nie dopuścić do ich sprzedaży po zaniżonych cenach. Komentując tę informację, przedstawiciel banku Goldman Sachs zapowiedział, że straty z na zakupionych aktywach mogą sięgnąć 12 mld USD. Silnie traciły również banki Barclays i UniCredit.

Na Wall Street po lekkim plusie na otwarciu główne indeksy skierowały się na południe. O godz. 17:30 S&P tracił 0,7 proc., a Dow Jones 0,3 proc., do czego również najbardziej przyczyniły się instytucje finansowe.

WALUTY

Na koniec dnia kurs euro wyniósł 1,484 USD i był niemal taki sam jak w piątek. W ciągu dnia obserwowaliśmy niewielkie wahania tej pary.

Dolar w ogóle nie miał dziś większeh ochoty do wahań. Wobec jena jego wartość zmieniła się tylko o 0,05 proc. Jen nie zmienił także wartości wobec euro.

Nieznaczne wahania, pomijalne wręcz - biorąc pod uwagę ostatnią zmienność - na rynku międzynarodowym, wpłynęły stabilizująco na złotego. Kurs dolara spadł o 0,3 proc. do 2,478 PLN. Euro zniżkowało o 0,1 proc. do 3,677 PLN, a frank staniał o 0,3 proc. do 2,247 PLN. Biorąc pod uwagę zachowanie wskaźników technicznych, nie można wykluczyć, że w kolejnych dniach korekta spadkowa złotego zakończy się, a nasza waluta nieco się umocni. Katalizatorem zmian może być spodziewana decyzja Rady Polityki Pieniężnej oraz jej komunikat po posiedzeniu w środę.

SUROWCE

Ropa potaniała o 2 proc. po porannym wspięciu się na nowy szczyt- na giełdzie w Londynie baryłka brent kosztuje 94,50 USD, a nowojorska baryła crude 96,70 USD. Kolejny nieudany atak na poziom 100 USD jest wynikiem słabych prognoz dotyczących amerykańskiej gospodarki. Wzrosty ropy z ostatnich tygodni były w dużej mierze napędzane taniejącym dolarem, jednak eurodolar napotkał silną linię oporu i rynek ropy potrzebuje inny impuls aby kontynuować wzrosty.

Spokojniej zachowuje się natomiast kurs miedzi, która dzisiaj na giełdzie w Londynie potaniała o 0,6 proc. do poziomu 6.670 USD za tonę. Utrzymujący się trend spadkowy jest wynikiem obaw o sytuację amerykańskiej gospodarki oraz rosnących zapasów tego surowca, które są najwyższe od marca.

Złoto silnie wzrosło przed południem (o 1,5 proc.) w wyniku spadku rentowności obligacji amerykańskich (10-cioletnich jest poniżej 4 proc.), jednak w drugiej połowie dnia oddało tę zwyżkę.