Przede wszystkim chodzi o wzrost cen żywności (6,6 proc.) i paliw (7,6 proc.), co najmocniej odbija się na kieszeniach konsumentów. Mniejsze wydatki na łączność, rekreację czy odzież i obuwie tylko częściowo rekompensują to co czujemy w kieszeniach - życie zaczyna kosztować coraz więcej. Z innych dziś publikowanych informacji warto zwrócić uwagę na 2,6-proc. wzrost PKB w III kwartale w strefie euro i o 2,9 proc. w całej Unii. Na Węgrzech wzrost PKB był najwolniejszy od 10 lat i wyniósł zaledwie 1 proc.

SYTUACJA NA GPW

Zaczęło się zgodnie z planem - od wzrostów, które zatrzymały się zaraz na początku notowań. Krótko po południu inwestorzy otrzymali też odpowiedź o charakter dzisiejszej sesji - kontynuacja odbicia, czy chwilowa okazja do pozbycia się akcji? Drugą z opcji wybrało więcej inwestorów, co przejawiło się m.in. w tym, że od początku do końca notowań WIG20 spadł o 100 punktów. Kulą u nogi okazały sie akcje banków, choć przed sesją BPH i Pekao pochwaliły się wynikami kwartalnymi, które mogłyby zadowolić największych malkontentów. Ale to właśnie akcje tych banków spadły najmocniej i widać, że rynek traci sentyment do całego sektora.

Obroty wzrosły dziś do 1,7 mld PLN co nie jest sygnałem, który świadczyłby na korzyść posiadaczy akcji. Podrożały akcje 132. spółek, potaniały 160.

GIEŁDY W EUROPIE

Wczorajsza sesja w Stanach tchnęła w europejskich inwestorów trochę optymizmu, dzięki czemu główne indeksy Starego Kontynentu rosną trzecią sesję z rzędu. O godzinie 16:45 niemiecki DAX zyskiwał 0,2 proc., francuski CAC40 1,5 proc., a brytyjski FTSE był wyżej o 1 proc. Poprawa nastrojów udzieliła się głównie spółkom surowcowym zyskującym na wzrostach cen miedzi, ropy i złota oraz spółkom finansowym. Odreagowanie w tym sektorze jest wynikiem zdementowania pogłosek przez HSBC i Goldman Sachs dotyczących strat tych instytucji na kryzysie kredytowym. Inwestorzy obawiają się, że niskie straty mogą być wynikiem kreatywnej księgowości (obligacje CDO banki wyceniają według własnego uznania), bowiem zaangażowanie obu podmiotów na rynku instrumentów opartych na kredytach subprime było wyjątkowo duże. Giełdy amerykańskie rozpoczęły sesję blisko poziomów wczorajszego zamknięcia.

WALUTY

Kurs euro wzrósł dziś do poziomu bardzo zbliżonego do rekordu wszech czasów z minionego piątku. Inwestorzy pozytywnie odczytali informacje o wzroście PKB w Unii Europejskiej - stąd wzrost euro do dolara. Z drugiej strony popołudniowe dane - o mniejszym od oczekiwanego wzroście cen producji w USA - też nie nastrajają "prodolarowo".

Jen osłabił się o prawie 1 proc. wobec dolara i o prawie 1,6 proc. wobec euro, co oczywiście nie martwi nikogo, kto ma ochotę na zajęcie pozycji carry trade (gry przeciwko jenowi). Wpływ na to mogły mieć sugestie, że Bank Japonii podniesie stopy procentowe nie wcześniej niż pod koniec I kwartału przyszłego roku.

U nas wyższa inflacja nie miała większego wpływu na notowania złotego. Dolar spadł poniżej 2,48 PLN, euro zaś podrożało do 3,644 PLN, a frank do 2,215 PLN. Nadal można mówić o konsolidacji złotego, po jego wcześniejszym i silnym umocnieniu.

SUROWCE

Taniejący dolar oraz poprawa nastrojów na światowych parkietach popychają ceny surowców wyżej. Ropa odrobiła poranną stratę drożejąc na londyńskiej giełdzie o prawie 1 proc., gdzie baryłka brent wróciła do poziomu 90,00 USD. Po części jest to również wynikiem spekulacji na temat jutrzejszego raportu dotyczącego stanu zapasów paliw, które zdaniem inwestorów spadną.

Jeszcze silniej podrożała miedź, której cena na londyńskiej giełdzie podskoczyła o prawie 2 proc, do poziomu 6.960 USD. Można to uznać za odreagowanie po silnych spadkach z ostatniego miesiąca, które przeceniły ten surowiec o 20 proc. Miedź jest również bardziej skorelowana z rynkiem akcji niż inne metale.

Złoto od początku dnia pozostaje w trendzie wzrostowym i zyskało już 1,6 proc., głownie dzięki osłabieniu dolara. Uncja tego kruszcu kosztowała późnym popołudniem 814 USD.