Wczoraj inwestorzy nie poznali żadnych istotnych danych makro. Negatywne informacje dotyczące problemów z zadłużeniem w strefie euro nie dały im jednak złapać oddechu i po czarnym piątku na światowych parkietach giełdowych znów dominowali pozbywający się akcji.

Większość wiadomości, które napłynęły w ostatnich dniach, pokazuje z jak trudną sytuacją zmaga się obecnie strefa euro. Po pierwsze, w efekcie braku porozumienia w kwestii skupu obligacji krajów PIIGS przez Europejski Bank Centralny, ze stanowiska głównego ekonomisty tej instytucji zrezygnował Jurgen Stark.

Po drugie, coraz głośniej mówi się, że najlepszym rozwiązaniem dla strefy euro będzie kontrolowane bankructwo Grecji. Choć równie często zaprzecza się takim spekulacjom, to według doniesień prasowych, na taki scenariusz przygotowują się Niemcy. Pod uwagę brana jest także opcja zakładająca wyjście Grecji ze strefy euro.

Jeśli dorzucić do tego obawy o to, że jeszcze w tym tygodniu agencja Moody's może zdecydować się na obcięcie ratingu dla Włoch oraz trzech największych francuskich banków (Societe Generale, Credit Agricole i BNP Paribas) - otrzymujemy pełną odpowiedź na pytanie dlaczego najważniejsze indeksy europejskich giełd wczoraj ponownie mocno zniżkowały.

Zobacz wczorajsze notowania na giełdach w Europie

Nie najlepszą sesję odnotowała także polska waluta. Pod wpływem turbulencji na rynkach finansowych wywołanych kolejnymi negatywnymi informacjami z Europy inwestorzy wycofywali się z ryzykownych aktywów, w gronie których znajduje się także złoty.

Kurs dolara w stosunku do złotego wyznaczył roczne maksimum. Za amerykańską walutę trzeba było bowiem wczoraj zapłacić niemal 3,20 złotego. Blisko swoich tegorocznych rekordów było euro. Wspólna waluta kosztowała wczoraj ponad 4,34 złotego, czyli niecały grosz poniżej piątkowego rekordu.

Zobacz wczorajsze notowania głównych par złotowych

Z kolei za franka szwajcarskiego, po ponad 1-proc. wzroście w stosunku do polskiej waluty, trzeba było zapłacić ponad 3,60 złotego. Wzrost byłby znacznie większy, gdyby nie fakt, że Narodowy Bank Szwajcarii, jak dotąd, z powodzeniem broni jego sztywnego kursu w stosunku do euro (1,20).

Pozytywnym aspektem może być natomiast przebieg notowań na Wall Street. Pod wpływem europejskich problemów jej główne indeksy słabo wystartowały, a następnie powoli, aczkolwiek sukcesywnie się osuwały. Dwie ostatnie godziny to jednak dominacja chętnych do kupowania akcji. S&P500 i Dow Jones Industrial Average ostatecznie zyskały 0,6-0,7 proc., a technologiczny Nasdaq poszedł w górę o ponad 1 procent.

Do momentu, w którym zdecydowanie pokonane nie zostaną dolne ograniczenia obszarów 1120-1150 pkt (S&P500) i 10.700-10.900 pkt (DJIA) inwestorzy mogą wierzyć w uspokojenie atmosfery. Wczoraj kupującym akcje udało się obronić ich górne ograniczenia. To powinno dać sygnał przynajmniej do krótkoterminowego ruchu w górę na giełdach w Europie.

Wielkimi krokami zbliża się także wydłużone o jeden dzień posiedzenie amerykańskiego banku centralnego (20-21 września). Podczas kilku ostatnich publicznych wystąpień, poza deklaracjami użycia posiadanych narzędzi, Ben Bernanke nie dał zbyt wiele nadziei na kolejną turę drukowania dolarów. Pozytywnym aspektem dla inwestorów powinno być zatem każde konkretne działanie mające na celu wsparcie hamującej gospodarki USA. Najbliższe wystąpienie szefa Fed już w czwartek.

Dzisiejszy kalendarz publikacji makro jest raczej skromny. Ze Stanów Zjednoczonych poznamy zazwyczaj drugoplanowe - ceny importu i eksportu (14:30) oraz budżet federalny (już po zamknięciu notowań w Warszawie). Z Europy napłyną natomiast dane o francuskiej i brytyjskiej inflacji.

Dane o inflacji będą również kluczową publikacją z polskiej gospodarki. Według analityków wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w sierpniu w ujęciu rocznym o 4,2 proc., wobec 4,1 proc. w lipcu. Dane raczej nie wpłyną na notowania na GPW, które będą przebiegały pod wpływem globalnych nastrojów.