Minal tydzien od kiedy notuje kazdy wydatek. Obiecalem, ze nie bede nic zmieniac przez miesiac, tylko obserwowac, i sie tego trzymam. Ale juz teraz wychodza rzeczy, ktore mnie zaskoczyly. Najwiekszy pojedynczy wydatek tygodnia to nie zakupy spozywcze, tylko suma drobnych zakupow po drodze - kawa, batonik, napoj, doladowanie. Kazdy z osobna smieszny, razem to kwota, ktora robi wrazenie w skali miesiaca.
Dokladnie tak samo wygladalo to u mnie. Te male kwoty sa najgrozniejsze, bo nie zostawiaja sladu w pamieci - nikt nie pamieta, ze wydal osiem zlotych na kawe we wtorek. Dopiero suma pokazuje skale. Dobrze, ze nie ciales od razu, bo teraz masz prawdziwy obraz.
To jest wlasnie ten moment, dla ktorego warto spisywac. Nie chodzi o to, zeby przestac pic kawe - chodzi o to, zeby wiedziec, ze kawa kosztuje Cie X miesiecznie, i swiadomie zdecydowac, czy tego chcesz. Wiekszosc ludzi placi te kwote nieswiadomie przez cale zycie.
u mnie po splacie karty jestem na tak pustym koncie, ze te drobne zakupy odpadly same. i wiesz co, brakuje mi ich duzo mniej niz myslalem. moze warto to sprawdzic zanim sie uzna, ze sa konieczne
w korpo to bylo u mnie 400 zl miesiecznie na kawe i lunch. dopiero jak straciled staly dochod, policzylem to i az mnie zatkalo. teraz kawa z domu w termosie
biore to do siebie, bo u mnie te drobne to pewnie polowa mojej sierpniowej dziury. zaczynam notowac od jutra
Osmy dzien spisywania. Zauwazylem, ze samo notowanie zmienilo mi troche zachowanie - dwa razy odlozylem cos w sklepie, bo nie chcialem tego zapisywac. Ciekawy efekt uboczny.
Dwanascie dni spisywania. Za osiem dni koncze miesiac i wtedy usiade do podsumowania. Juz teraz wiem, ze wyjdzie kwota, ktora mnie zaboli, ale przynajmniej bede ja znal.
Czternasty dzien spisywania. Zaczynam widziec, ze niektore wydatki powtarzaja sie w tych samych sytuacjach - zawsze po pracy, zawsze w tym samym sklepie. To nie przypadek, to nawyk.
Siedemnasty dzien spisywania. Za trzy dni koncze miesiac i siadam do liczenia. Przyznam, ze troche sie boje tej sumy, ale bardziej ciekawi mnie, ile z tego dalo sie uniknac.
Po wczorajszym podsumowaniu zaczalem od abonamentow, jak radzil Mirek74. Dwa wypowiedziane, jeden zostaje. Jedna decyzja, staly efekt co miesiac.
Piatek, tydzien po podsumowaniu miesiaca. Dwa abonamenty wypowiedziane, kawy z domu. Efekt po tygodniu juz widac i pierwszy raz mysle o tym, zeby cos odlozyc we wrzesniu.
Niedziela, koniec drugiego tygodnia po podsumowaniu. Abonamenty wypowiedziane, kawa z domu, notuje dalej. We wrzesniu pierwszy raz sprobuje odlozyc konkretna kwote pierwszego dnia po wyplacie.