Minal tydzien od kiedy notuje kazdy wydatek. Obiecalem, ze nie bede nic zmieniac przez miesiac, tylko obserwowac, i sie tego trzymam. Ale juz teraz wychodza rzeczy, ktore mnie zaskoczyly. Najwiekszy pojedynczy wydatek tygodnia to nie zakupy spozywcze, tylko suma drobnych zakupow po drodze - kawa, batonik, napoj, doladowanie. Kazdy z osobna smieszny, razem to kwota, ktora robi wrazenie w skali miesiaca.
Dokladnie tak samo wygladalo to u mnie. Te male kwoty sa najgrozniejsze, bo nie zostawiaja sladu w pamieci - nikt nie pamieta, ze wydal osiem zlotych na kawe we wtorek. Dopiero suma pokazuje skale. Dobrze, ze nie ciales od razu, bo teraz masz prawdziwy obraz.
To jest wlasnie ten moment, dla ktorego warto spisywac. Nie chodzi o to, zeby przestac pic kawe - chodzi o to, zeby wiedziec, ze kawa kosztuje Cie X miesiecznie, i swiadomie zdecydowac, czy tego chcesz. Wiekszosc ludzi placi te kwote nieswiadomie przez cale zycie.
u mnie po splacie karty jestem na tak pustym koncie, ze te drobne zakupy odpadly same. i wiesz co, brakuje mi ich duzo mniej niz myslalem. moze warto to sprawdzic zanim sie uzna, ze sa konieczne
w korpo to bylo u mnie 400 zl miesiecznie na kawe i lunch. dopiero jak straciled staly dochod, policzylem to i az mnie zatkalo. teraz kawa z domu w termosie
biore to do siebie, bo u mnie te drobne to pewnie polowa mojej sierpniowej dziury. zaczynam notowac od jutra