Dobra wiadomość jest taka, że wolniej od oczekiwań (2,8 proc.) wzrosły także ceny produkcji (2,6 proc.), co niekoniecznie musi jednak odwieść rynek od poglądów, na temat możliwego dalszego wzrostu inflacji. Wszak ten zależy teraz głównie od szybko rosnącej inflacji, a wzrost wynagrodzeń dopiero zacznie się przekładać na wzrost cen. Tak czy inaczej do końca roku spekulacje na temat możliwego wzrostu stóp zostały dziś ucięte.

SYTUACJA NA GPW

Znów mieliśmy dziś solidne wahania na GPW, i kwadranse w których WIG20 tracił lub zyskiwał po kilkadziesiąt punktów. Koniec końców niewiele z tego wynikło, większość indeksów zakończyła notowania na poziomie zbliżonym do wtorkowego zamknięcia. Jedyne co może zastanawiać, to relatywnie wysokie obroty - prawie 2,3 mld PLN - sporo jak na nasz rynek w ostatnich dniach. Całkiem możliwe, że właśnie te gwałtowne wahania wywołały spore rozterki u inwestorów. Część uznaje, że poziom indeksów bliski linii hossy to dobry moment do kupna akcji, część że giełda nie ma jednak najlepszych perspektyw, a skoro są chętni do kupowania, to lepiej akcje sprzedać teraz niż po przełamaniu linii trendu. Warto też dodać, że tylko do jutra można sprzedawać akcje ze względów podatkowych (np. aby zaksięgować straty), co także mogło mieć pewien wpływ na zachowanie inwestorów.

Podrożały akcje 103. spółek, potaniały 199.

GIEŁDY W EUROPIE

Giełdy europejskie rozpoczęły dzień od lekkich spadków po wypowiedzi prezesa ECB, który nie pozostawił złudzeń co do ewentualnych obniżek stóp procentowych przez tę instytucję, sygnalizując, że walka z wysoką inflacją jest priorytetem. Niemniej, po silnych spadkach z ostatnich sesji indeksy trafiły na barierę podaży i po południu zaczęły odrabiać straty. Pomogły temu lekkie wzrosty ropy i miedzi, oraz perspektywa zielonego otwarcia w Stanach. Główne indeksy Wall Street rozpoczęły sesję kilka dziesiątych procenta na plusie, mimo pierwszej w historii kwartalnej straty banku Morgan Stanley, który nie ustrzegł się wysokich odpisów związanych ze stratami na rynku ryzykownych kredytów. Jego kurs wzrósł jednak, bowiem poinformowano jednocześnie o zakupie przez Chiny akcji banku wartych 5 mld USD. Do poprawy nastrojów przyczyniła się również informacja o zasileniu amerykańskiego systemu bankowego sumą 20 mld USD przez FED.

WALUTY

Kurs euro przykleił się już chyba na dobre do poziomu 1,44 USD, w każdym razie trudno go stąd oderwać. Dziś spadł do 1,435 USD, ale nie był to gwałtowny spadek, a w dodatku niczego jeszcze nie przesądza. W miarę jak będzie się zbliżał koniec roku, rynek może tracić płynność. Banki mają już pozamykane tegoroczne budżety departamentów walutowych - niewielu będzie chętnych do ryzykowania i otwierania pozycji tuż przed końcem grudnia.

Jen nie zmienił wartości do dolara i umocnił się o 0,4 proc. wobec euro.

U nas dolar podrożał do 2,52 PLN, euro trzyma się 3,613 PLN, a frank podskoczył do 2,181 PLN. Trudno jednak uznać te zmiany za znaczące. Podobnie jak na świecie - końcówka roku powinna być dla rynku walutowego nieco senna.

SUROWCE

Ropa lekko podrożała przed dzisiejszą publikacją zapasów paliw w Stanach. Rynek spodziewa się ich znacznego spadku (o 1,5 mln baryłek przy spadku o 0,7 mln bb przed tygodniem), stąd cena londyńskiej baryłki brent podskoczyła o 0,7 proc. do poziomu 90,70 USD. Wzrost mógłby być nawet silniejszy, gdyby nie informacja o zakończeniu strajków we francuskich rafineriach firm Exxon i Total.

Miedź wykorzystała zatrzymanie przeceny na rynkach akcji żeby odreagować ostatnie dwa tygodnie silnych spadków. Kontrakt na ten surowiec podrożał w Nowym Jorku o 1,6 proc. w wyniku porannych wzrostów na giełdzie szanghajskiej. Inwestorzy spekulują, że silne spadki miedzi zachęciły chińskich konsumentów do napełnienia magazynów, co widać po znacznym uszczupleniu zapasów na wspomnianej giełdzie.

Złoto ciągle pozostaje nieznacznie powyżej poziomu 800 USD za uncję, która kosztuje 801 USD. Niewielkie wahania są pochodną małej zmienności na eurodolarze.