Szybko rosnąca inflacja także powód do zmartwień innych krajów nadbałtyckich - na Litwie CPI wzrosła w lipcu o 5,1 proc. wobec 4,8 proc. notowanych w czerwcu i jest najwyższa inflacja od 1998 roku. W Estonii ceny wrosły o 6,4 proc. w minionym miesiącu wobec 5,8 proc. w czerwcu (inflacja jest najwyższa od sześciu lat). Kłopoty krajów nadbałtyckich powinny być bacznie śledzone przez członków RPP, bowiem wzrost gospodarczy w tych krajach osiągnął swoje apogeum rok wcześniej niż w Polsce, a ich ekonomia boryka się z bliźniaczymi do naszej problemami - problemem numer jeden są w regionie rosnące koszty pracy, których dynamika przekracza wzrost wydajności.
SYTUACJA NA GPW
Początek notowań był całkiem udany, jeśli ograniczyć się do samego otwarcia. Po nim jednak przyszła kontra sprzedających, którzy wykorzystali wyższe ceny do sprzedania akcji. Dopiero około 14-tej ceny ponownie zaczęły rosnąć, ale porannych strat nie udało się odrobić. Obroty dziś wzrosły - podliczono je na 1,6 mld PLN - i możemy mówić o rzeczywistym starciu popytu z podażą. Nikt z tej potyczki nie wyszedł zwycięsko - obroty wzrosły zarówno w pierwszej (spadkowej) godzinie notowań, jak i po południu, kiedy ceny nieco rosły. Inwestorzy nie mają jeszcze przekonania, że najgorsze już za nimi, ale tak długo, jak długo utrzymujemy się powyżej poniedziałkowego dołka (WIG - 60420 pkt), nie ma powodu do lamentowania.
Wzrosły notowania 165. spółek, spadły 106. Przewaga obrotów przy spółkach drożejących jak 2 do 1.
GIEŁDY W EUROPIE
Dobre nastroje za oceanem i w Azji przelały się na europejskie parkiety, na których mieliśmy dzisiaj silne wzrosty. Znów, najbardziej aktywne były spółki sektora finansowego, który rósł na dobrych wynikach finansowych firm ubezpieczeniowych. Najwięcej zyskał francuski CAC40, który o 17:15 był wyżej o 2,4 proc., niemiecki DAX zyskiwał 1,2 proc., a brytyjski FTSE był na 1,5 proc. plusie. Poprawie nastrojów służyło dobre otwarcie za oceanem, gdzie S&P i Dow Jones zyskiwały odpowiednio 1 proc. i 0,6 proc. dzięki wzrostowi aplikacji kredytowych w ubiegłym miesiącu. Inwestorzy odczytali tę informację jako oznakę poprawy sytuacji na rynku kredytów hipotecznych, co od razu pozytywnie odbiło się na wycenach spółek z tej branży.
WALUTY
W ciągu dnia kurs euro ponownie zbliżył się do 1,38 USD, a nawet lekko przekroczył tę barierę. Wierzący w przyszłość euro i nieuchronny krach dolara, łatwo się nie poddają.
Jen spadł o 1 proc. do dolara i o 1,33 proc. do euro. Wobec euro jen jest najsłabszy od dwóch tygodni. Korekta spadkowa japońskiej waluty staje się faktem, co powinno przełożyć się na lepsze nastroje na rynkach akcji całego świata - oczywiście zakładając, że inwestorzy radykalnie nie zmienią zdania i nie zaczną jena zbyt szybko odkupywać.
Słabszy jen zdecydowanie sprzyja złotemu. Kurs dolara spadł do 2,727 PLN, euro potaniało do 3,767 PLN (jest najtańsze od dwóch tygodni), frank spadł o 0,9 proc. do 2,285 PLN. Możliwe, że kursy walut przetestują niebawem dołki z początku lipca.
SUROWCE
Cena ropy utrzymuje się na poziomie 71,50 USD za baryłkę typu brent, chociaż w ciągu dnia mieliśmy jej spore wahania. Przez ostatnie dwa dni ropa została przeceniona o 4 proc. i inwestorzy oczekują w napięciu na dzisiejszy raport dotyczący zapasów paliw, który przesądzi o ewentualnym odreagowaniu po tych spadkach. Rynek przewiduje jednak, że zapasy paliwa w Stanach wzrosły, co zmniejszyłoby presję na wzrost cen ropy, tym bardziej, że sezon wakacyjny powoli dobiega końca.
Silnie spadła natomiast miedź, która potaniała na londyńskiej giełdzie do poziomu 7.600 USD. Dzisiejszy spadek o 1 proc. można powiązać ze wzrostem zapasów tego surowca w Londynie o ponad 8 proc., czyli najbardziej od półtora roku. Co więcej, meksykański sąd uznał strajki w tamtejszych kopalniach za nielegalne i nakazał ich pracownikom powrót do pracy.
W związku z silnym osłabieniem dolara na rynku walutowym podrożały dzisiaj metale szlachetne. Cena złota i srebra wzrosła o 1 proc. i uncje tego kruszcu kosztują odpowiednio 676 USD i 13,15 USD.