Inwestorzy jednak wyraźnie nie są pewni tego, co dzieje się w amerykańskiej gospodarce i jej systemie finansowym. Wczoraj trzy zasadnicze informacje spowodowały, iż ponownie puszczały im nerwy. Po pierwsze szef Cisco, producenta infrastruktury internetowej zaznaczył, iż klienci firmy nie spodziewają się ożywienia jeszcze w tym roku. Po drugie, William Poole, szef regionalnego oddziału Fed uznał, iż rośnie prawdopodobieństwo, że Freddie Mac i Fannie Mae będą musiały ostatecznie skorzystać z pomocy państwa. Wreszcie agencja Fitch nie wykluczyła obniżenia ratingu dla banku inwestycyjnego Merrill Lynch, co przyczyniło się do 9% przeceny jego akcji.
Dziś wydarzeniem dla rynków finansowych będzie z pewnością posiedzenie Banku Anglii. Rada Banku znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, gdyż ze względu na rosnące zagrożenie inflacyjne najchętniej poszłaby w ślady ECB i podniosła stopy procentowe, podczas gdy szybko spowalniająca strefa realna wymaga raczej luzowania polityki monetarnej. W rezultacie nie należy oczekiwać zmiany stóp procentowych, jednak ścieżka przyszłych stóp jest w przypadku Banku Anglii zdecydowanie trudniejsza do odgadnięcia niż dla ECB czy Fed.
Warto także pamiętać o cotygodniowych danych o nowych bezrobotnych – w minionym tygodniu liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek wzrosła do 404 tys., choć figura ta była w cieniu miesięcznych danych o zatrudnieniu. Te dane tradycyjnie o 14.30, zaś o godzinie 16.00 drugie w tym tygodniu wystąpienie szefa Fed.
Waluty – Wyraźny trend tylko dla „emerging currencies”
Wczoraj dolar tracił na wartości do innych głównych walut, ale były to bardzo niewielkie ruchy. Amerykańskiej walucie nie sprzyjały z pewnością spadki na Wall Street, choć przed większą wyprzedażą dolara uchronił nas relatywny spokój na rynku ropy. W ramach tej niewielkiej zmienności jedynym bodaj faktem wartym odnotowania jest fakt, iż pod koniec handlu w USA para EURUSD zatrzymała się poniżej poziomu 1,5750, co mogłoby potwierdzać aktualność przedziału wahań 1,56-1,5750. Do ewentualnego wybicia mogą przyczynić się dane o nowych bezrobotnych w USA, pod które rynek często lubi „grać”, lub też wystąpienie Bernanke, gdyby ten w przeciwieństwie do wtorkowego wykładu, poruszył tematykę sytuacji gospodarczej.
Środa nie przyniosła zwrotu na rynku złotego. Polska waluta nadal zyskiwała na wartości – para USDPLN obniżyła się w pewnym momencie do poziomu 2,0750 i był to najniższy poziom od 24 listopada 1993 roku. Dla EURPLN dzienne i zarazem historyczne minimum to poziom 3,2617. Polskiej walucie sprzyjały niewielkie wzrosty notowane na parze EURUSD, zaś realizacja zysków, która nastąpiła pod koniec handlu miała charakter symboliczny. Warto zwrócić uwagę, iż tak silne umocnienie waluty ma miejsce już tylko w przypadku czeskiej korony, czy brazylijski real, mimo iż jeszcze rok temu w tym gronie była turecka lira czy węgierski forint, a także rumuńska waluta. Oznacza to, że choć tak dynamiczne umacnianie tych walut może nie być uzasadnione zmianą fundamentów, to stabilna sytuacja makroekonomiczna jest warunkiem do utrzymania zainteresowania inwestorów (w utrzymywaniu krótkich pozycji). W przypadku Polski zagrożenie może ujawnić się w pierwszym rzędzie w rachunku obrotów bieżących.
Surowce – Nienajlepsze dane o zapasach
Wczorajszy dzień przyniósł spadek cen ropy naftowej i to pomimo nienajlepszych danych o zapasach.
Przypomnijmy, iż zapasy ropy obniżyły się aż o 5,9 mln baryłek, podczas gdy zapasy benzyny wzrosły o 0,9 mln baryłek, zaś destylatów o 1,9 mln. Tak duży spadek w niewielkim stopniu tłumaczony jest obniżeniem importu – ten spadł o 0,6 mln baryłek. Bardziej niepokojący od jednorazowych odczytów jest trend. Zapasy ropy (poza zapasami o znaczeniu strategicznym) wynoszą obecnie już tylko niecałe 294 mln baryłek, co starcza na ok. 19 tygodni produkcji. W zeszłym roku o tej porze było to przeszło 353 mln baryłek. Co więcej, temu spadkowi zapasów ropy nie towarzyszy ponadprzeciętny poziom zapasów benzyny czy destylatów. Element ten będzie zatem istotnym czynnikiem dla rynku ropy, a wczorajszą reakcję rynku można uznać za chwilową słabość popytu.