Najpoważniej taką ewentualność należy rozpatrywać w przypadku strefy euro, gdzie nie tylko władze ECB zdają się być najbardziej „jastrzębio” nastawione, ale także gospodarka zdaje się być relatywnie odporna na spowolnienie. Podwyżka jest natomiast najbardziej odległa w Wielkiej Brytanii, gdzie sytuacja na rynku mieszkaniowym może jeszcze skłonić Bank Anglii do obniżenia stóp, choć raczej nie na posiedzeniu, które odbędzie się w tym tygodniu. Na obniżkę liczą również niektórzy inwestorzy w USA i choć nie jest ona całkowicie wykluczona, staje się coraz mniej prawdopodobna.

W tym tygodniu ważne dane publikowane będą już od poniedziałku. Dziś poznamy przede wszystkim wskaźniki aktywności w przemyśle USA (oczekiwany niewielki spadek z 48,6 pkt. odnotowanych w kwietniu), Wielkiej Brytanii (oczekiwany spadek o 0,5pkt. do 50,5 pkt.) i strefy euro (oczekiwany spadek o 0,2 pkt. do 50,5 pkt.). W środę podane będą analogiczne wskaźniki dla usług (oczekiwane wartości to 51 pkt. dla USA, 50,4 pkt. dla Wielkiej Brytanii oraz 50,6 pkt. dla strefy euro – największy spadek, bo aż o 1,4 pkt.). Tego samego dnia warto również zwrócić uwagę na raport ADP (uważany za prognostyk piątkowego raportu z rynku pracy) oraz drugi szacunek danych o wydajności i kosztach pracy (za pierwszy kwartał) w USA. Najważniejsze dla rynku informacje to już niemal tradycyjnie jednak koniec tygodnia. W czwartek poznamy decyzje ws. stóp procentowych w strefie euro i Wielkiej Brytanii. Choć dość powszechnie oczekuje się pozostawienia stóp na niezmienionych poziomach, ważne będzie jak bankierzy odniosą się do bilansu zagrożeń inflacyjnych, co zwłaszcza w przypadku ECB zasygnalizowałoby kiedy należy spodziewać się kolejnego ruchu. Z kolei w piątek w USA podane będą dane o zatrudnieniu za maj. Rynek nie oczekuje poprawy sytuacji na rynku pracy – po spadku zatrudnienia w kwietniu o „jedynie” 20 tys., tym razem konsensus przewiduje spadek rzędu 60 tys. Wreszcie w ostatnie dwa dni tygodnia podane będą dane o zamówieniach i produkcji przemysłowej w Niemczech za kwiecień. Dane ważne, gdyż pokazujące, w jakim stopniu należy spodziewać się spowolnienia po bardzo dobry pierwszym kwartale dla naszych zachodnich sąsiadów.

Waluty – Opór trzyma na USDJPY

Końcówka minionego tygodnia ewidentnie należała do dolara i nie wynikało to z dobrych wieści płynących z USA, ale raczej z uświadamiania sobie przez rynek nieuchronności końca obniżek stóp. W sam piątek dolar umacniał się już jednak tylko rano, para EURUSD po otwarciu w Europie osiągnęła poziom 1,5460, jednak później zaczęła odrabiać straty. Publikowane dane generalnie nie zaskakiwały więc dolarowi brakowało kolejnego impulsu do umocnienia. Hamująco działał też opór na parze USDJPY na poziomie 105,70, który utrzymuje notowania tej pary w trendzie bocznym od początku miesiąca. Jego wyraźne przełamanie otworzyłoby popytowi drogę do poziomu 108,50 i stanowiłoby wyraźny impuls dla amerykańskiej waluty. Póki co jednak tak się nie dzieje i dziś rano para EURUSD notowana jest na poziomie 1,5540, USDJPY 105,43, USDCHF 1,0432 zaś GBPUSD 1,9733.

W minionym tygodniu, pomimo wyraźnego spadku kursu EURUSD złoty tylko minimalnie stracił do dolara, zaś do euro zyskał całe cztery grosze. W normalnych warunkach można by oczekiwać wzrostów zarówno USDPLN, jak i EURPLN, czym więc po raz kolejny tłumaczyć fenomen złotego? Po pierwsze wpływem rewaluacji centralnego parytetu wahań na parze EURSKK. Jest to jednocześnie sygnał, iż w obecenj sytuacji decyzja o w miarę szybkim zastąpieniu złotego wspólną walutą może dla złotego oznaczać dodatkową presję aprecjacyjną. Ponadto, choć RPP nie podniosła stóp, zasygnalizowała wyraźnie, iż należy liczyć się z kolejnymi podwyżkami, być może więcej niż jedną. W rezultacie na koniec tygodnia para EURPLN notowana była na poziomie 3,3670, zaś USDPLN na 2,1660. W tym tygodniu notowania złotego pozostawać będą przede wszystkim pod wpływem wydarzeń na rynkach bazowych, gdyż w Polsce nie będzie bardziej istotnych wydarzeń wpływających na notowania waluty.

Surowce – Na ropie ciągle tylko korekta

W piątek niedługo po wejściu na rynek europejskich inwestorów baryłka ropy odmiany Brent kosztowała już tylko 124,91 USD (przypomnijmy, iż rekord to 135,04 USD). Mimo to, za wcześnie jeszcze było na fetowanie tańszych paliw - w tym miejscu znajduje się 38,2% zniesienie ostatniej dużej fali wzrostowej i właśnie ono okazało się wyraźnym wsparciem dla rynku. Rezultat to szybki wzrost cen do niemal 129 USD, i choć na początku bieżącego tygodnia baryłka kosztuje 127,57 USD nie można jeszcze z pewnością mówić o zakończeniu trendu wzrostowego.

Zeszłotygodniowe umocnienie dolara nie przysłużyło się większości metali. W piątek ciekawa sytuacja miała miejsce na rynku miedzi, gdzie testowaliśmy psychologiczną barierę 8000 USD za tonę. Choć cena kilkukrotnie znalazła się poniżej tego poziomu, nie doszło do wyraźnego wybicia i nie można wykluczyć, iż przy sprzyjających warunkach ceny miedzi mogą odrabiać straty.