Wyłamanie z trzymiesięcznej formacji na tej parze uwarunkowało rozwój sytuacji również na innych parach walutowych i tym przede wszystkim należy tłumaczyć rekord franka i trzyletnie minimum na parze USDJPY. Luty to także miesiąc wielu rekordów i bardzo silnych zwyżek na rynkach surowcowych. Słaba koniunktura na rynkach akcji zwróciła uwagę funduszy zarówno na atrakcyjne w czasie dekoniunktury metale szlachetne, jak i na coraz bardziej pożądaną przez kraje rozwijające się żywność. Hossa na tym rynku jest udziałem coraz większej ilości towarów i w niektórych przypadkach trudno dopatrzyć się realnych przyczyn tak gwałtownych wzrostów cen. Nowe rekordy zalicza również ropa naftowa, wsparta słabym dolarem i pokonaniem oporu 100 USD również w przypadku gatunku Brent. Dla posiadaczy akcji miesiąc rozpoczął się słabo, jednak później obserwowaliśmy dość długie odreagowanie i wyraźny spadek zmienności. Ostatecznie jednak największe parkiety kończą miesiąc na minusach.
ISM i później nic
Początek miesiąca wyglądał naprawdę złowrogo. Bardzo słaby raport z amerykańskiego rynku pracy i bardzo silny spadek indeksu ISM usług (obrazującego aktywność w tym sektorze gospodarki) rodziły uzasadnione obawy, iż recesja już ma miejsce. Kolejne odczyty okazały się jednak nieco lepsze. Sprzedaż i produkcja w USA były na poziomie oczekiwanym przez rynek, inflacja mierzona wskaźnikiem CPI tylko nieco wyższa a dane z rynku nieruchomości minimalnie gorsze. Co jednak ważne dla inwestorów spoza USA, dane z innych gospodarek były lepsze niż można było przypuszczać. Przede wszystkim zaskoczył wzrost PKB w Japonii. W czwartym kwartale produkt krajowy zwiększył się tam aż o 0,9% q/q (dane odsezonowane), czyli ponad dwukrotnie szybciej niż w strefie euro i 6-krotnie szybciej niż w USA. Pod koniec miesiąca po raz kolejny zaskoczył natomiast wzrost niemieckiego indeksu Ifo, co może oznaczać, iż nastawiona na eksport gospodarka niemiecka radzi sobie całkiem nieźle ze spadkiem popytu obserwowanym w USA.
Presja inflacyjna narasta
Choć ceny konsumenta nie wzbudziły w lutym szczególnych emocji (w Wielkiej Brytanii CPI był nawet niższy od oczekiwań), wskaźniki cen producenta wskazują na budującą się presję inflacyjną. W lutym ceny producenta w USA i Wielkiej Brytanii wzrosły aż o 1% m/m. Rekordowe ceny surowców oznaczają, iż ten wzrost utrzyma się również w kolejnych miesiącach. Choć wyższe ceny producenta nie muszą się przełożyć na wzrost CPI, niższe stopy procentowe niosą takie zagrożenie.
Dysparytet będzie wzrastał
Decyzje podejmowane przez banki centralne w minionym miesiącu nie były wielkim zaskoczeniem dla inwestorów. W lutym nie było posiedzenia Fed, ECB stóp nie zmienił, zaś Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy o 25 bp. Pewnej zmianie uległy natomiast oczekiwania na kolejne ruchy. O ile Ben Bernanke potwierdził scenariusz agresywnego dostosowania monetarnego w USA, o tyle wobec nieco lepszych danych makroekonomicznych, ostrożne stanowisko Rady ECB staje się bardziej wiarygodne i nie można wykluczyć, że stopy w eurolandzie nie zmienią się do końca roku.
Bernanke straszy...
Wobec braku specjalnych zaskoczeń ze strony danych (poza wspomnianym początkiem miesiąca) rynek żył swego rodzaju tematami zastępczymi, wśród których najważniejszy to kwestia ratingu dla firm ubezpieczających emisje obligacji w USA. Przypomnę, iż firmy te gwarantują emisje obligacji (tradycyjnie komunalnych, choć ostatnio też opartych na kredytach hipotecznych) niejako użyczając swojego ratingu AAA. Utrata tego ratingu to nie tylko brak perspektyw na działalność dla tych firm, ale także automatyczne odpisy księgowe dla wszystkich posiadaczy gwarantowanych papierów – szacowane na min. 70 mld USD. Ostatecznie jednak S&P i Moody’s utrzymały rating dla największej z firm (MBIA Inc.), co pomogło w przedłużeniu odreagowania na rynkach akcji, nie tylko w USA. Końcówka miesiąca to jednak nowe obawy, m.in. spowodowane jedną z wypowiedzi szefa Fed w amerykańskim Senacie. Bernanke stwierdził, iż wobec obecnej sytuacji mniejsze banki zaangażowane mocno w sektor nieruchomości mogą nie przetrwać kryzysu. Taka deklaracja z ust szefa Fedu oznacza dla inwestorów obawy o to, że jeśli chodzi o sektor finansowy, najgorsze ciągle może być przed nami.
Polska gospodarka ponad ścieżką potencjalnego wzrostu
Obraz makroekonomiczny polskiej gospodarki dość znacząco różni się od tego, który obserwujemy w USA czy nawet w Europie Zachodniej. Wspólnym elementem jest wyraźny wzrost inflacji, a wynika to z faktu, iż (póki co) wszędzie ma on charakter podażowy, czyli spowodowany jest drożejącą energią i żywnością. W Polsce jednak zarówno popyt wewnętrzny jak i produkcja rosną w szybkim tempie, zaś produkt krajowy w ostatnim kwartale 2007 roku wzrósł aż o 2,0% q/q (po odsezonowaniu). Przy bardzo wysokim wzroście funduszu płac (zarówno zatrudnienia, jak i wynagrodzeń) rodzi to uzasadnione obawy o wzrost inflacji o charakterze popytowym i właśnie temu stara się przeciwdziałać RPP podnosząc stopy procentowe - po raz drugi w tym roku. Najprawdopodobniej kolejna podwyżka czeka nas w marcu.
Pierwszy tydzień i posiedzenie Fed
Jako, że pierwszy szacunek PKB za pierwszy kwartał 2008 w USA poznamy dopiero pod koniec kwietnia, w marcu ponownie pozostanie nam się skupić na danych miesięcznych. Kluczowy może być pierwszy tydzień kiedy poznamy odczyty wskaźników aktywności w lutym zarówno w strefie euro, jak i w USA. Okaże się m.in. czy spadek ISM usług utrzymał się w kolejnym miesiącu, co miałoby bardzo pesymistyczną wymowę. Podane będą również bardzo ważne dane o zatrudnieniu. W dalszej części miesiąca czeka nas posiedzenie Fed (18 marca) poprzedzone danymi o inflacji. Te wydarzenia rozstrzygną w jakich nastrojach świętować będziemy Wielkanoc.