Ponadto dowiedzieliśmy się dziś, że inflacja w USA wzrosła zgodnie z oczekiwaniami (o 0,2 proc.), produkcja przemysłowa wzrosła bardziej niż oczekiwano (0,2 proc.), a także moce produkcyjne w Stanach były wykorzystane mocniej niż sądzono, zaś JP Morgan miał zysk wyższy niż się tego po nim spodziewano.
SYTUACJA NA GPW
Po słabej sesji początek notowań u nas mógł wyglądać tylko w jeden sposób. Wielu analityków rano zastanawiało się, czy może dojść do krachu na GPW. Po spadku WIG20 o 4,5 proc. okazało się, że jednak nie doszło - do głosu doszedł wreszcie zmobilizowany popyt. Głównym powodem tej mobilizacji jest niezwykły spadek cen - od początku roku WIG stracił już 20 proc. Dla porównania indeksy nowojorskie straciły ponad 6 proc., azjatyckie - które straszą świat najbardziej - ok. 12 proc. (Nikkei i Hang Seng). Nasi inwestorzy troszkę się zapędzili w tym sprzedawaniu akcji, a dla wielu obecne ceny prezentują się już okazyjnie i zdecydowali się dziś ruszyć na łowy. Świadczą o tym obroty podliczone na niemal 3,5 mld PLN. Za wcześnie jeszcze na stwierdzenie, że dziś właśnie mieliśmy dzień odwrotu, ale biorąc pod uwagę, że indeksy zakończyły dzień wyżej niż go zaczęły i skalę przeprowadzonych transakcji, taki osąd nie musi być błędny.
GIEŁDY W EUROPIE
Silne spadki na wczorajszej sesji na Wall Street oraz poranne załamanie giełd azjatyckich sprawiły, że europejskie parkiety tracą drugi dzień z rzędu. Po otwarciu niespełna procent na minusie główne indeksy skutecznie odrabiały straty i przed sesją na Wall Steet wyszły nawet na niewielkie plusy. Przyczyniły się do tego neutralne informacje zza oceanu. Inflacja w Stanach ciągle utrzymuje się na wysokim poziomie (4,1 proc.), ale lekko spadła (zgodnie z oczekiwaniami), natomiast straty na kredytach subprime banku JP Morgan były niższe, niż spodziewał się tego rynek (chociaż kwartalny zysk okazał się gorszy od prognoz). Przy obecnej temperaturze rynków takie mieszane dane można uznać za pozytyw, ale cóż z tego, jeśli S&P i Dow Jones po otwarciu blisko wczorajszego zamknięcia skierowały się na południe powodując falę wyprzedaży, która przeszła przez Europę? O godz. 17.00 francuski CAC40 tracił 0,8 proc., niemiecki DAX 1,4 proc., a brytyjski FTSE był niżej o 1,8 proc.
WALUTY
Wczoraj euro próbowało przełamać poziom 1,49 USD, ale sztuka nie udała się. Inwestorzy od razu wystawili rachunek tym, którzy tak mocno wierzyli w dalszy wzrost wspólnej waluty. Już dziś po południu kurs euro spadł poniżej 1,47 USD.
Dolar odrobił poranne straty wobec jena, za to japońska waluta umocniła się o kolejne 0,7 proc. wobec euro. Niestety nie jest to nigdy dobry znak dla złotego.
Właśnie przebiegiem notowań pary euro/jen trzeba tłumaczyć dzisiejsze osłabienie złotego. Gorsze od oczekiwanych dane o wzroście wynagrodzeń nie miały z tym wiele wspólnego. Dolar podrożał do 2,45 PLN, euro do 3,60 PLN, a frank momentami nawet do 2,24 PLN. Kolejny opór dla franka to strefa 2,25-2,26 PLN. Jej przełamanie mogłoby oznaczać nawet zakończenie trendu spadkowego tej waluty wobec złotego.
SUROWCE
Ceny surowców spadały dzisiaj wraz z tracącymi rynkami akcji oraz drożejącym dolarem, który sprawia, że towary w nim wyceniane są relatywnie droższe.
Ropa potaniała o 1,2 proc. schodząc lekko poniżej poziomu 90,00 USD w przypadku londyńskiej baryłki brent. Jest to również wynikiem obniżenia prognozy IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) dotyczącej dziennego zużycia ropy w pierwszym kwartale, które powinno być niższe o 100 tys. baryłek dziennie. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki spadki nie są zbyt głębokie i jeśli cena nie obroni się na poziomie 90,00 USD mogą się nasilić.
Miedź tanieje znacznie szybciej, bowiem jej wykres jest dużo bardziej skorelowany z rynkiem akcji. Na londyńskim LME cena tony tego surowca spadła o 1,8 proc. do 7.030 USD w wyniku porannej przeceny miedzi w Szanghaju (o 4 proc), która wyraża obawy rynku o zapotrzebowanie na ten surowiec w najbliższych kwartałach.
Duża zmienność eurodolara przełożyła się dzisiaj na kilkuprocentowe wahania ceny złota. Jego uncja kosztuje 885 USD, czyli zalewnie pół procenta mniej niż wczoraj.